wtorek, 17 kwietnia 2018

PRACA






PRACA
Praca, pracowitość jest uważana za cnotę, w odróżnieniu od lenistwa, próżniactwa, stagnacji, które kojarzymy ze światem cienia. Dlaczego więc Angelus Silesius łączy pracę z grzechem i duchową ślepotą w poniższym wierszu?:
Nie widzi nic człowiek, który grzeszy
Im bardziej pracuje, tym bardziej się spieszy,
Im bardziej własną wolą pchany, tym więcej jej
Staje się oddany
W naszym dualistycznym świecie praca może nas albo wyzwalać, albo prowadzić do jeszcze większego zniewolenia. Niewolnikami tu jesteśmy wszyscy, dopóty, dopóki nasza świadomość związana jest z fizycznym ciałem. Ciało przywiązuje nas do świata materii i sprawia, że jesteśmy zależni od czynników zewnętrznych. Żeby przeżyć, musimy pracować i już w samym tym przymusie pracy wyraża się nasze zniewolenie. Do pewnego momentu, żyjemy i działamy automatycznie, jak zahipnotyzowani. Nasz światopogląd ograniczony jest do materii, nasze cele są materialistyczne, w związku z czym dążenie do nich nie jest przez nas postrzegane jako niewolnictwo, a raczej jako forma samorealizacji.
W momencie jednak, gdy uświadamiamy sobie swoje duchowe pochodzenie, celem naszego życia staje się powrót do pierwotnej, boskiej postaci, z czym wiąże się konieczność wyzwolenia swojej świadomości z okowów materii. Święty Paweł doskonale zdawał sobie sprawę z tego faktu. Jego słowa świadczą o alchemicznym, hermetycznym wtajemniczeniu: "Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu.(..) Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro (lecz grzech)". Ze słów tych wynika, że grzeszne będzie wszelkie działanie, które będzie nas pchało głębiej w objęcia materii i oddalało od tego, co duchowe. Grzeszne będzie uleganie naporowi nieświadomego ciała i mamiących zmysłów, natomiast cnotliwe wszystko to, co prowadzi do jedności z Absolutem. Greckie słowo "armatia", będące synonimem grzechu, odnosi się do nieudanego strzelania z łuku, w którym chybiamy celu, nie trafiamy. Każde zatem działanie, które nie mierzy do środka tarczy, czyli do celu, jakim jest nasze duchowe centrum, będzie nas głębiej wikłało w koło narodzin i śmierci.
Z pozoru, jest to oczywiste, jednak w życiu codziennym, pomimo iż przebudził się w nas "wewnętrzny człowiek, który ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym", to bardzo często działamy automatycznie, zahipnotyzowani dialektycznymi programami. Dlatego potrzebujemy być bardzo czujni każdego dnia, by wszelka nasza praca była wyzwalająca i abyśmy nie marnowali danego nam czasu na bezsensowne aktywności, które narzuca nam system. Bardzo dosadnie wyraził to Giordano Bruno:
"Głupcami świata byli ci, którzy ustanowili religie, ceremonie, prawa, wiarę i sztuczne zasady życia. Największe osły tego świata to ci, którzy pozbawieni
wszelkiego zrozumienia, gniją w wiecznej pedanterii."
Jak wiadomo, nie da się całkowicie wyzwolić i obejść praw tego świata. Nawet Jezus nakazał nam "oddawać Cezarowi to, co należy do Cezara", co było metaforycznym wezwaniem do wypełniania naszych ziemskich obowiązków. Druga część jego wypowiedzi jednak dotyczyła "oddawania Bogu tego, co należy do Boga". Zanim jednak przejdziemy do tej drugiej części, zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę nad omówieniem pracy, która nie wyzwala a łączy nas głębiej z materią.
Czynnikiem, który przesądza o tym, czy to, co robimy będzie wyzwalające, czy zniewalające, jest STAN ŚWIADOMOŚCI i INTENCJA, z jaką wykonujemy daną pracę. Jeżeli każda nasza aktywność dedykowana jest "służbie Bogu i bliźniemu", a nie służbie samemu sobie, swoim ambicjom, własnej woli i pożądaniom, wówczas będzie ona wyzwalająca. Piękna jest idea mówiąca o tym, abyśmy każdą pracę wykonywali z miłością. Potrzeba tu zachować bardzo wielką czujność, ponieważ jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu samych siebie. Należy pamiętać, że największą pracą, jaką mamy tu do wykonania jest POZNANIE SAMYCH SIEBIE, czyli mówiąc językiem alchemii "utworzenie kamienia filozoficznego". Praca nad kamieniem filozoficznym jest wolnomularską, PSYCHOLOGICZNĄ pracą nad urzeczywistnieniem swojej prawdziwej jaźni, nad osiągnięciem boskiego stanu świadomości, czyli nad wyzwoleniem świadomości z okowów materii, z okowów ciała.
Wymaga ona od nas bardzo często świadomego odwrócenia się od wymogów tradycji lub od wartości, preferowanych przez społeczność, w której żyjemy.
Rozważmy tu kilka przykładów. Słowa Jezusa "Oddajcie Bogu, co Boskie" nasze społeczeństwo może rozumieć na przykład jako konkretny sposób celebracji
świąt kościelnych. Wiąże się z tym praca do upadłego: sprzątanie domu, gotowanie, zakupy, itd. - słowem zamęczanie swojego ciała, by wypełnić zewnętrzne obowiązki, związane ze świętowaniem. Zamęczanie ciała, koncentracja głównie na tym, co zewnętrzne, jest bardzo częstym błędem popełnianym przez nas. Jest to aktywność, która wydaje się być bardzo wzniosła, jednak tak naprawdę jest silnym niewolniczym programem, odciągającym nas od ISTOTY. Blokuje ona dopływ do
nas pierwszego z siedmiu wyzwalających promieni Ducha. Jak napisała Catharose de Petri: Pierwszy uzdrawiający prąd Misteriów obdarza siłą witalną, usuwa wszelką słabość, i dodaje kandydatowi sił do realizacji celu, pod warunkiem, że nie forsuje się on i nie wymaga od swego ciała zbyt wiele."
Innym przykładem uległości wobec własnych programów dotyczących pracowitości, wkodowanym nam przez społeczeństwo, jest wywieranie presji na własne dzieci i zmuszanie ich do pamięciowej nauki. Jak stwierdził J. van Rijckenborgh, nadmiernie zawalona pamięć blokuje aktywność szyszynki i może prowadzić do uszkodzenia bardzo delikatnych struktur mózgu, które odpowiedzialne są za naszą zdolność do chłonięcia duchowych energii. Nie chodzi tu o to, aby dzieci były głupie, czy ciemne jak tabaka w rogu.
Chodzi tu o to, by uczyć dzieci tego, co istotne, co im się przyda, co będzie dla nich rozwijające i zgodne z ich pasją, a pominąć to, co jest bezsensowną tyranią
systemu edukacyjnego. Przyjrzyjmy się, czy w oczekiwaniu od dziecka samych piątek i szóstek, nie kryją się jakieś nasze ambicje i "mugolskie" programy.
Gdy chcemy "oddać Bogu to, co należy do Boga" potrzebujemy działać wsłuchani w duchowy głos własnego serca. Tym bowiem, "co należy do Boga", jest obecny w naszym sercu "atom Nous", jak określa Kabała iskrę boskiej świadomości, mieszkającą wewnątrz naszych ziemskich ciał. Aby to było możliwe, potrzebna jest bardzo duża uważność w każdej chwili naszego życia. Inspiracją do takiego świętego życia, może być dla nas podejście mistrzów zen, których motto życiowe wyraża się w pytaniu: "jak mogę Tobie służyć?". Przez "Tobie" rozumiemy tu Boga obecnego w nas i naszych bliźnich. Innymi słowami wyraża to alchemiczne hasło "Ora et Labora", "módl się i pracuj". Wskazuje ono na pracę dedykowaną Bogu, natchnioną Bogiem, prowadzącą do wyzwolenia nas i innych istot z koła narodzin i śmierci. Jesteśmy jednością na poziomie dusz i dlatego cała nasza psychiczna aktywność musi być nakierowana na uwalnianie się z egoizmu w myśleniu, odczuwaniu i działaniu.
Bardzo pomocne na wyzwalającej ścieżce, są gnostyczne zasady związane z tzw. "kwadratem budowy". Dotyczą one procesu "uduchawiania" naszych ciał fizycznych i ich transmutacji w złotą szatę duszy. Jest to wspomniana psychologiczna praca nad kamieniem filozoficznym, nad przekształceniem ciemnego ołowiu naszego umysłu w lśniące złoto urzeczywistnionej boskiej jaźni. Siłą napędową tej transformacji jest "sekretny ogień", psychologiczna energia określana przez alchemików mianem "V.I.T.R.I.O.L"-u. Na planie fizycznym, odpowiednikiem tej energii jest kwas siarkowy. Jest on podstawowym "płynnym ogniem", o bardzo żrących, wypalających właściwościach. Jest Sekretnym Ogniem Merkurego, który prowadzi adepta duchowej ścieżki do duchowej doskonałości. Nazwa VITRIOL wzięła się od pierwszych liter siedmiowyrazowego alchemicznego hasła, wzywającego do poznania siebie, zagłębienia się w wewnętrzne przestrzenie "piekieł" własnej podświadomości i poprzez rozpoznanie ich i rozpuszczenie mocą chrystusowego Światła, odnalezienie skarbu, jakim jest Prawdziwa Jaźń.
Kiedy bezwzględnie zaatakujemy własne ego, składające się z fałszywych przekonań, szkodliwych pożądań, lgnięć, utożsamień, nawyków, nieubłagalną
siłą VITRIOLU, nasza świadomość się oczyści. Stanie się czystym, jasnym zwierciadłem Światła Boskiej Świadomości, wolnym od brudu, hałasu, chaosu, ignorancji. Kamień Filozoficzny oznaczał dla alchemików ziemską świadomość, która jak "świątynia" z biblijnej przypowieści, została zburzona i w trzy dni na nowo wzniesiona. Ukryty Kamień Filozofów jest niezależną monadą świadomości, którą każdy z nas nosi, jako potencjał. Gdy każdego dnia "oddajemy Bogu, co Boskie", budujemy szatę duszy- jaśniejącą gwiazdę, która jest bramą do kosmicznego Umysłu.
Pomagają nam w tym rzeczone cztery zasady "kwadratu budowy". A oto one:
1) jednoznaczne ukierunkowanie na duchową pracę (nowe ciało mentalne)
2) bezkonfliktowość wobec wszystkich i wszystkiego (nowe ciało astralne)
3) harmonia we wszystkich działaniach (nowe ciało życiowe)
4) jedność grupowa (nowe ciało fizyczne).
Omówmy je pokrótce. Jednoznaczne ukierunkowanie na duchową pracę, oznacza codzienną uważność i pracę nad planem mentalnym. Potrzebujemy pracować nad czystością swoich myśli, zarówno pod kątem "moralnym" (np. brak oceny, brak niskich myśli, wulgarnych słów, myśli nieczystych, etc.) jak i pod kątem zgodności z prawdą, czyli uwalniania się od wszystkich iluzji, fałszywych poglądów i ukierunkowania na dialektyczne cele. Wszystko, co czynimy, musi być objęte naszą refleksją i sprawdzone pod kątem służebności i zgodności z Najwyższą Prawdą. Mentalna aktywność nakierowana na Boga, wyrażająca się w czytaniu natchnionych pism, poznawaniu boskich prawd, powoduje przyciąganie do nas gnostycznych wyzwalających eterów. "Szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą Wam", lub jak to powiedział Rumi:
"To, czego szukasz, szuka Ciebie".
Drugą zasadą jest bezkonfliktowość wobec wszystkich i wszystkiego, która prowadzi do transmutacji ciała astralnego- wyrażonej symbolem "zamiany wody w wino". Zasadę tę wspaniale wyrażają słowa Jezusa "nie sprzeciwiajcie się złu". Wszelkie zło, które spotykamy na ścieżce, jest ukrytym prezentem, przebranym za wroga sojusznikiem ułatwiającym nam rozpuszczenie własnego cienia. Im bardziej angażujemy się w rozpoznawanie siebie, tym bardziej oczywisty staje się dla nas fakt, że całe zło, które widzimy w innych, mamy w sobie. Gdy kroczymy ścieżką, spotykamy co chwilę, ukryte pod postacią innych ludzi, swoje nieoczyszczone aspekty. Gdy jest w nas "kosa", w świecie zewnętrznym pojawi się "kamień". Wszystkie zdarzenia, które wywołują w nas emocje, świadczą o jakimś nieoczyszczonym wzorcu, dalekim od Boskiej Prawdy. Zamiast się więc sprzeciwiać, powiedzmy w myślach "Namaste", dziękując drugiej osobie, czy jakiejś sytuacji za to, że stała się boskim posłańcem, niosącym nam prawdę o aktualnym stanie naszego wnętrza. Bezkonfliktowość polega również na tym by "bez szemrania" zaspokajać POTRZEBĘ, jaka wyłania się w danej chwili. "Byłem głodny i nakarmiliście mnie, byłem spragniony i napoiliście mnie, byłem nagi i przyodzialiście mnie". Te słowa możemy rozumieć zarowno dosłownie, jak i metaforycznie. Potrzebujemy w każdej chwili służyć Bogu i innym ludziom, wyrażając miłość, obecną w naszym sercu.
Powyższe słowa odnoszą się zarówno do planu astralnego, jak i eterycznego, życiowego. Trzecia zasada, Harmonia we wszystkich działaniach, odnosi się do zrównoważonej i czystej aktywności wszystkich trzech naszych Świątyń: przybytku głowy (myślenia), przybytku serca (uczuć) i przybytku rąk (działania i woli). Na wszystkich tych płaszczyznach potrzebujemy działać w zgodzie z wolą Boga. Każdy z nas ma pewne określone predyspozycje; bliższe mu jest albo myślenie, albo czucie, albo działanie. Ważna jest tu równowaga między naszymi trzema świątyniami. Ważne by żadnego planu nie zaniedbywać, by żaden nasz plan nie był zachwaszczony. Na przykład człowiek czynu może uciekać od siebie, od wewnętrznej pracy nad sobą w pracę na rzecz innych, pod pretekstem pomagania im. Intelektualista zaś może uciekać od działania lub
czucia sercem w czytanie mądrych ksiąg, by zaspokajać swoją chęć górowania wiedzą nad innymi. Mistyk z kolei, człowiek serca może za bardzo pogrążać się w medytacji i wielbieniu Boga piękną modlitwą w momencie, gdy wymagana jest od niego pomoc w świecie fizycznym. Powyższe przykłady to tylko muśnięcie bardzo głębokiego i niełatwego tematu, jakim jest harmonia pomiędzy głową, sercem a wolą i działaniem oraz harmonia pomiędzy pierwiastkiem męskim a żeńskim w nas.
Jedność, którą zaprowadzamy w swoim wnętrzu znajduje swoje odzwierciedlenie na zewnątrz, w relacjach z innymi. Kto czyni porządek w sobie i żyje w zgodzie z najwyższą częścią siebie, ten również potrafi działać w zgodzie z innymi, widząc, że "Ja Jestem Innym Ty". Dostrzegając jedność i działając w imię jedności a nie własnego widzimisię budujemy nowe ciało fizyczne, pełne Boskiej Prawdy.
Na wszelki brak harmonii w nas oddźwięknie ciało fizyczne, które ukaże nam symbolicznie, jakie aspekty naszego wnętrza i postępowania, wymagają oczyszczenia.
Pamiętajmy, że najważniejszą pracą, jaką mamy tu do wykonania, jest pokonanie siebie, likwidacja naszego ego, poznanie swojej prawdziwej istoty i urzeczywistnienie jej.
Nasze dialektyczne ukierunkowanie i związana z nim aktywność, jest jak praca Syzyfa lub Danaid, bezsensowna i bezowocna.
ORA ET LABORA zatem. "Oddajmy Bogu, co należy do Boga", czyli wyzwólmy iskrę boskiej świadomości z więzienia materii, sprawmy, żeby z błota wyrósł lotos, niosący w sobie niebiański klejnot.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Korzenie i skrzydła

KORZENIE I SKRZYDŁA Nasz świat przypomina ogromny kocioł pełen zupy. Gotujemy się od tysięcy lat w jej mętnych wodach, przesiąknięci wą...