środa, 17 stycznia 2018

RAJSKI PTAK




RAJSKI PTAK
Pękła łupina powiek

i zajaśniało moich oczu Słońce
Bóg tchnął w nie promieni sekwoje
By ziarna powiązać mogły
Początek święty z końcem

I rozkwitły w ogrodzie mym róże
Lilie, kosmosy i kwiaty paproci
Szmaragdem rozbłysły baśnie
Tysiąca i Jednej Nocy

I rajski ptak przyfrunął
Zwabiony szeptaniem fontanny
Rzuciłem się dłoni klatką
W Zachwycie swym zachłanny

I w muszli zagrała melodia
Wiatru, co śmiechem wibruje
Gdy schwycisz przestaniesz podążać
Śmierć jadem swym Cię zatruje.


Urodziliśmy się w świecie, który nie potrafi słuchać.

Gdy rodzi się dziecko, potrzebuje zostać wysłuchane przez zanurzoną w przestrzeni ciszy mamę. Potrzebuje, by mama słuchała jego oddechu, budziła się czujnie w nocy pod wpływem najmniejszego stęknięcia; by po rodzaju płaczu rozpoznawała, czy jest śpiące, czy głodne. Potrzebuje, by śmiała się wraz z nim i reagowała na płacz.
A potem potrzebuje, by świat wsłuchiwał się w to, jakie jest i pozwalał mu być sobą. Nasz świat jednak nie potrafi słuchać.
Potrafi za to mówić. 

A słowa jego są ciasne i niewygodne. Wpijają się w szyję niczym za ciasny kołnierzyk wampir. Kłują w serce za pomocą ostrego jak sztylet języka. Krępują ruchy pancerzem norm, nakazów i zakazów. Są lepkie jak samoprzylepne etykietki. Przyklejają się do każdego naszego czynu i wloką za nami jak cień. Stają się sędziami, mentorami, katami.
Przyczepiają się do nas i stają się strażnikami naszego więzienia. Oszołomieni hałasem, który dobywa się wciąż z wnętrza i z zewnątrz, robimy to, co nakazują nam despotyczne głosy.
Pojawiliśmy się tu nadzy a świat nie pokochał tej nagości.

Stwierdził, że musi odziać nas w warstwę słów, abyśmy zaczęli wystarczać.
Zrodziła się myśl: "Nie jestem dość dobry, nie wystarczam". Zaczęliśmy lgnąć do słów, żeby zapełnić swój brak, ukryć go jak wstydliwą szpecącą bliznę.

Obrastamy w słowa. Słowa nas tworzą, dodają znaczenia, ważności, poczucia bezpieczeństwa. Przyklejamy je jak plaster na miejsca, w których
zostaliśmy zranieni. Im większa rana, tym grubsza warstwa słów. Tym większy niepokój, gdy prawdziwość jakiegoś słowa zostanie zakwestionowana.

Każdy z nas ma swoj własny matrix. Swoje własne więzienie. Lgniemy do słów, stajemy się ich posiadaczami. A one zaczynają posiadać nas.

Zaczynamy się obawiać, że je stracimy. Kim jestem bez słów, które mnie określają; które mówią, jaki jestem?
Słowa krążą wokół naszej głowy i tworzą egregory, które pobudzają nas do określonej mentalnej aktywności, ponieważ potrzebują od nas ciągle nowej dostawy energii, by przeżyć.
Ścieżka przebudzenia jest ścieżką puszczania. Potrzebujemy przedzierać się ciągle przez warstwy poglądów na swój temat, wyobrażeń, lgnięć.
Kim jestem?
Czy to, że doświadczyłam traumy i zostawił mnie mąż, oznacza, że jestem kobietą porzuconą? Czy oznacza, że muszę utożsamiać się z tą raną i codziennie od nowa wpychać samą siebie do ciasnego więzienia poglądów dotyczących własnej bezwartościowości?

Czy to, że umarł mi ktoś, kogo bardzo kochałem oznacza, że muszę trzymać w kurczowym uścisku wszystko, co kocham, ponieważ mi ucieknie?
Czy to, że mam talent muzyczny, oznacza, że jestem muzykiem? A jak stracę słuch, to kim będę?

Czy muszę nakładać maski, żeby mnie kochano? Czy muszę za wszelką cenę ukrywać słabości, żeby zostać zaakceptowanym? Doświadczenia z przeszłości uczą nas najczęściej, że dla świata potrzebujemy masek, za którymi się ukryjemy. I mamy prawo nosić te maski, dopóki nie poczujemy się na tyle bezpiecznie, żeby je zdjąć.
Żeby jednak do tego doszło, musimy przed samym sobą stanąć nagim. I powoli dociec, jaka rana stoi za daną maską, za danym lgnięciem lub oporem.

Rana ta czasami jest spowodowana przez słowo, którym ciśnięto w nas jak kamieniem: "jesteś głupi, brzydki, słaby, miękki, niekonsekwentny,za gruby, za chudy, wstrętny, stary, nieudacznik, beztalencie, etc".
Potrzebujemy utulić te słowa, te rany. Udaje się to w wewnętrznej ciszy. Potrzebujemy na nowo się narodzić. Aby to stało się możliwe, musimy umrzeć.

Potrzebujemy wsłuchać się w głos swojej nagości, który przemawia do nas w sercu.
Dokonamy tego poprzez uwalnianie się od lgnięcia do słów :"jestem dobry, jestem mądry, jestem bogaty, jestem ważny, jestem męski, jestem odważny, piękny, jestem tu szefem, mam wiedzę jak stąd do kosmosu, jestem bogaty", etc.

Musimy przestać lgnąć do słów: "jestem głupi, jestem kobietą zdradzoną, jestem słaby, jestem bierny, agresywny, itd.

Na tym polega umieranie. Puszczam lgnięcie, interpretację, pozwalam na nieokreśloność, na znak zapytania, na wirujące cały czas wokół mnie pytanie: "kim jestem?"
To pytanie staje się jak rajski ptak przewodnik. Siada ono na ramieniu, by za chwilę wzbić się w powietrze i mówić: "podążaj za mną". Paradoksalnie, im bardziej poznajemy siebie, tym mniej wiemy, kim jesteśmy. I tym mniej wiemy, kim są inni. Przestajemy wpychać ich w ciasną szufladę własnej interpretacji. "Znieważył mnie, zdradził, obraził, opuścił, więc jest świnią, z którą nie chcę mieć nic do czynienia. "
Musimy chcieć ciągle puszczać, oddawać, poddawać się prowadzeniu Światła, mądrości życia bez stawiania oporu. Potrzebujemy wybaczać ciągle sobie i innym. Wybaczanie oznacza "odzobaczanie"  Często zobaczymy u kogoś lub u siebie jakieś zachowanie i już sobie układamy w głowie cały obraz tej osoby i interpretację. Musimy zadać sobie wysiłek, by odzobaczyć daną sytuację lub człowieka. Zobaczyć ją w innym świetle, ujrzeć szerszy obraz. Często w różnych grupach ludzkich, czy to w rodzinie, czy jakichś

kręgach towarzyskich, zauważamy zjawisko ciągnącej się za kimś etykiety. Ludzie mniej lub bardziej świadomie wtłaczają siebie i innych w różne role. Te role są często za ciasne. Ukształtowały się w czasach, gdy mieliśmy jakieś trudności z sobą. Gdy jednak próbujemy wydobyć się z nich, zdjąć je jak za małe ubranie,zauważamy, że ludzie wokół robią wszystko, by nas w nie wepchnąć z powrotem.
Gdy sami ciągle umieramy i rodzimy się na nowo, pozwalamy na to innym. Codziennie widzimy ich na nowo, najpiękniej jak się da. Tak, żeby wzrok nasz dawał wyzwolenie wskazywał drogę wyjścia z ciasnej szuflady a nie więził w skostnieniu niechęci.
Na początku lgniemy do bycia dobrym. Potem przychodzi czas, gdy trzeba puścić lgnięcie do bycia dobrym. Trzeba puścić lgnięcie do jakichkolwiek etykiet. 

Mamy bowiem świadomość, że wszystkie nasze myśli są iluzją. Nie są nasze. My je tylko odbieramy. Puszczamy wszelkie warstwy, które oddzielają nas od Boga. Od wewnętrznej ciszy. Ona nas prowadzi. I wtedy przestajemy być istotami podwójnymi: złożonymi z ego i boskiej duszy. Stajemy się transparentni i pozwalamy Bogu działać przez siebie.
Wszystkie nasze relacje w tym widzialnym świecie są wynikiem umów, które zawarły z sobą nasze dusze, abyśmy się mogli uczyć. Są często nieharmonijne i pełne cierpienia. Jednak na głębszym planie istnieje świat, w którym nasze dusze połączone są boską jednością. I na tym planie potrzebujemy się wciąż skupiać. To, na czym koncentrujemy uwagę, wzrasta.

Odzobaczajmy więc wciąż siebie i innych, puszczajmy i oddawajmy wszystko, co mamy. "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie." 
Niech Bogini Maat, która waży nasze serca, ujrzy je lekkimi, wolnymi od słów, do których przylgnęliśmy. Otulmy serca i głowy ciszą.

"Rajski ptak siada na dłoni, która nie chwyta". Gdy pożądasz, przestajesz podążać. A gdy już zaczniemy podążać w ślad za tym cichym głosem, gdy pozwalamy się prowadzić, przychodzi moment totalnego zaufania do Boga. Poznajemy Go bowiem po owocach. Doświadczamy, że gdy Mu się oddamy, gdy oddajemy wszystko, kroczymy od wspaniałości do wspaniałości. Bóg bowiem jako Jedyny potrafi trzymać nas mocno w swych objęciach, gdy Jego ramiona i dłonie pozostają otwarte.
Jak napisał W. Blake w swym wierszu "Wyrocznie Niewinności":
Świat zobaczyć w Ziarenku Piasku, 

Niebo w Dzikiej Roślinie, 
Nieskończoność uchwycić w ręku, 
A Wieczność w godzinie
A Wieczność w godzinie (...)

Radość z Cierpieniem dobrze są splecione,

Jako Odzienie dla Duszy natchnionej;
Pomiędzy każdym nieszczęściem i bólem,
Radość przewija się czule.

Od powijaków cenniejsze jest Dziecię

We wszystkich Ludzkich Krajach na tym świecie.
Łatwo w Kłamstwo Uwierzymy,

Gdy miast Przez Oko, okiem patrzymy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Korzenie i skrzydła

KORZENIE I SKRZYDŁA Nasz świat przypomina ogromny kocioł pełen zupy. Gotujemy się od tysięcy lat w jej mętnych wodach, przesiąknięci wą...