sobota, 16 grudnia 2017

PROSTUJCIE DROGĘ PAŃSKĄ


PROSTUJCIE DROGĘ PAŃSKĄ 
„Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana”
Te słowa z Księgi Barucha wychwalają Boga, który pozwolił swojemu uprowadzonemu do Babilonu ludowi powrócić do ojczystej ziemi po 70 latach niewoli.
Gdy potraktujemy je metaforycznie, zdąbędziemy wiedzę o Bogu, który wychodzi nam- upadłym, zniewolonym mikrokosmosom naprzeciw. Przygotowuje On Ścieżkę
Świętych Misteriów, która umożliwi nam wyzwolenie się z siedmiokrotnego więzienia naszego naturalnego ciała i powrót do miejsca, które dawno dawno temu było naszym Domem.

Gdy Izrael zinterpretujemy jako ludzi, których aktywna iskra Ducha w sercu, wciąż pobudza do stałej, nieprzemijającej tęsknoty za Boskim Światem i poszukiwania Go, 
ujrzymy doświadczenia, które poprzedzają odnalezienie przez nich prawdziwie wyzwalającej Ścieżki. "Bóg postanawia zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły 
zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana”

Gdy odwołamy się do mitologii egipskiej i przypomnimy sobie starożytną symbolikę pagórka, zdołamy lepiej zrozumieć wymowę biblijnych słów.
Pagórek, prapagórek jest jednym z najważniejszych a zarazem najstarszych egipskich symboli kosmogenicznych. Oznaczał on nie tylko miejsce, na którym z wód wyłonił sie bóg
stwórca, ale także tego boga we własnej osobie. W całym Egipcie wzniesienia terenu, wzgórza wykorzystywane były jako miejsca kultu, a tam
gdzie rozległa równina nie dawała naturalnych wzgórz, wznoszono sztuczne pagórki i czczono je.

Jak wiemy, przekazy biblijne są bardzo głęboko zakorzenione m.in. w egipskiej symbolice. Gdy odniesiemy słowa z Księgi Barucha o równaniu z ziemią pagórków do 
indywidualnych przeżyć uczniów na Ścieżce, możemy je odczytać jako metaforę usunięcia przez gnostyczne Światło wszystkich wyznawanych przez nich fałszywych proroków, 
bożków, czy błędnych ścieżek, po których stąpają. Gdy uaktywnia się w nas iskra Ducha, zaczynamy poszukiwać odpowiedzi na egzystencjalne pytania. Zanim trafimy na 
właściwą drogę, błądzimy. Bywa, że powierzamy się opiece jakichś duchowych nauczycieli, którym oddajemy swoją moc, energię, pieniądze. Możemy również uważać, że 
duchowy rozwój polega na "zaliczaniu" niezliczonej ilości ezoterycznych warsztatów. Bywa też, że nieświadomie kroczymy ścieżką, która powoduje nasze głębokie 
związanie się z ciemnymi siłami tego świata. Możemy też szukać spełnienia w świecie materialnym, goniąc za karierą, pieniędzmi, sławą, zaspokajaniem zmysłów, etc.
Czasem natomiast, latami związani jesteśmy z jakimś ruchem w nadziei, że da nam upragnioną przemianę na lepsze. Bywa iż oszukujemy sami siebie i nie dostrzegamy,
że nie posunęliśmy się w rozwoju ani o krok do przodu. Stajemy się zaślepieni, zatwardziali i przekonani, że wszystko wiemy najlepiej.

Jeśli aktywna jest w nas iskra Ducha, Światło Gnozy w odopwiednim momencie otwiera nam oczy i poprzez dramatyczne najczęściej przeżycia, rodzi głębokie 
rozczarowanie w stosunku do ścieżki, którą kroczyliśmy. Wali nam się cały świat, wpadamy w DOLINĘ żalu i rozpaczy. Odebrane nam zostaje wszystko, na czym budowaliśmy
swoją wizję szczęścia. Ogarnia nas głęboki lęk, że nigdzie w tym świecie 
nie znajdziemy Prawdy, do której tak bardzo tęsknimy; że nigdy nie zaznamy spełnienia. Czujemy, że życie jest bez sensu, wpadamy w dołek.

Do pokonanych, rozczarowanych, skruszonych w swym przekonaniu, że wszystko wiedzą najlepiej, "ubogich duchem" uczniów, przybywa gnostyczne Światło, które daje nadzieję
wydobywa z depresji, jak z ciemnej doliny.

("Zniżenie każdej góry wysokiej" możemy także rozumieć jako czasowe celowe obniżenie wibracji, które dokonuje się cyklicznie w przestrzeni Duchowego Braterstwa, tak 
aby promienie Gnozy mogły dosięgnąć dialektycznego człowieka.)

Gdy w ten sposób przeszkody zostają usunięte, człowiek widzi przed sobą jasno nakreślony cel i może odtąd kroczyć gnostyczną ścieżką wyzwolenia. Staje się jak biblijny św.
Jan, który poprzedza i zapowiada nadejście Jezusa:
"Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską", Nawróćcie się, bo blisko już jest królestwo niebieskie",Przygotujcie drogę Pana, wyrównajcie Jego ścieżki
Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! (Łk 3,4-5)”

Jak Bóg poprzez uderzenia gnostycznego Światła wskazał nam wyzwalającą Ścieżkę, tak teraz my potrzebujemy likwidować ze swojej drogi wszystkie wewnętrzne i zewnętrzne
przeszkody, które odgradzają nas od Prawdy.

Jeden z aksjomatów ezoterycznego świata Ery Wodnika brzmi: "jestem Bogiem". Często bez zastanowienia powtarzamy go jak mantrę, wierząc, że juz teraz, w obecnym stanie
istnienia, jesteśmy Bogiem, lub jesteśmy boscy i doskonali. Popularne zdania głoszą: "nie istnieje nic, co mógłbyś w sobie naprawić, bowiem nigdy nie byłeś zepsuty",
"jedyne, co musisz zrobić, aby być szczęśliwym, to być sobą", "jesteś doskonały i wyjątkowy, nie ma drugiej takiej istoty, jak ty", "jesteś Światłem i Miłością", itd.

Hasła te w pewnym kontekście są prawdziwe, jednak nie są szlachetnymi prawdami prowadzącymi do wolności i wiecznego szczęścia. Gdybyśmy zastosowali się bowiem do życia
w zgodzie z nimi, zdalibyśmy sobie sprawę z faktu, że owo bycie sobą wcale nie przynosi nam i innym szczęścia. Pełno w nas bowiem popędów, pożądań, nieuporządkowanych
emocji, przywiązań, egoizmu, które rodzą ból nasz i innych. Poza tym wciąż podatni jesteśmy na uderzenia losu i utratę tego, co kochamy. Ten świat jest bowiem przemijalny.
Odchodzą ukochani ludzie, tracimy majątki, nasze osiągnięcia idą w niepamięć, uroda i zdrowie przemijają. Bycie sobą nie jest receptą na wieczną błogość i harmonię.
A ta jest przecież istotą Boga. Jak głosi Bhagavad- Gita, Kryszna, przyczyna wszystkich przyczyn, jest prawdziwą formą wiecznego istnienia, wiedzy i szczęścia.

Czy ja, człowiek jestem przyczyną wszystkich przyczyn, prawdziwą formą wiecznego istnienia, wiedzy i szczęścia? Czy jestem Światłem i Miłością? 
Gdy jesteśmy z sobą szczerzy, odpowiemy: nie! Widzimy bowiem ogrom swojej ignorancji, podatność na upadki i wzloty, kruchość własnej egzystencji, cierpienie, które
potrafimy zadać innym ludziom. Wiemy, że kiedyś umrzemy. Skąd się zatem wzięło owo przekonanie o naszej boskości? Czy to jest totalne kłamstwo?

Gdy zaczynamy zagłębiać się w święte pisma wszechczasów, wszędzie odnajdujemy tę samą prawdę: człowiek jako jedyny jest podwójny: śmiertelny podług ciała, nieśmiertelny
podług duszy", "wcielona dusza bezustannie wędruje w tym ciele, od wieku chłopięcego, poprzez młodość do starości", "Wszystko, co uwarunkowane, jest cierpieniem.
Cierpienie ma swoją przyczynę. Istnieje koniec cierpienia.Istnieje droga, która prowadzi do końca cierpienia." Dowiadujemy się, że tym, co powoduje nasz ból, jest przywiązanie
do materialnego ciała i rzeczywistości postrzeganej zmysłowo. Biblijna Księga Mądrości mówi, że Bóg stworzył Adama nieśmiertelnym: "dla nieśmiertelności Bóg stworzył 
człowieka - 
uczynił go obrazem swej własnej wieczności" (2,23). Śmierć przyszła z powodu grzechu: "gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz" (Rdz 2,17; 3,19).

Bhagavad Gita, Wedy, Corpus Hermeticum, Biblia, nauki buddyjskie, Upaniszady, mitologie etc. przekazują nam wiedzę o upadku mikrokosmosu w materię, który był początkiem 
jego popadnięcia w błędne koło narodzin i śmierci. Niewielu z nas jednak zawraca sobie tymi naukami głowę. Żyjemy zaślepieni realizacją materialnych celów i nie 
zdajemy sobie sprawy z faktu, że ten pęd, to ukierunkowanie na fizyczną rzeczywistość, stanowi bezpośrednią przyczynę naszej śmiertelności! Spożycie owocu z drzewa 
dobrego i złego, jest symbolicznym odniesieniem do połączenia się człowieka z rzeczywistością dialektyczną, ze światem dualizmu, z przemijalną przestrzenią materii. 
Nieśmiertelny Mikrokosmos odwrócił swój wzrok od Planu Boga i skierował go na fizyczny, gęsty plan. My powielamy bez końca, na każdym kroku ten pierwotny, adamowy błąd;
służymy sobie samemu, realizujemy własne pomysły.

We Wprowadzeniu do Bhagavad- Gity mamy następujący fragment: "gdy Sanatana Gosvami zapytał Śri Caitanyę Mahaprabhu o svarupę, czyli konstytucjonalną cechę żywej istoty,
Pan odpowiedział, że svarupą każdej żywej istoty, jest pełnienie służby dla Najwyższej Osoby Boga" (!). Mamy więc tutaj wspaniałą wskazówkę dotyczącą życia wiecznego.
W rozumieniu duchowym nie jesteśmy w pełni żywymi istotami, ponieważ zamieszkujemy śmiertelne ciała. Dopóki nie rozpoznamy, że celem naszego życia jest Bóg, będziemy
się kręcić w błędnym kole narodzin i śmierci. Dlatego nasz proces wyzwolenia zaczyna się od słów, które występuje zarówno w Biblii, jak i Bhagavad Gitcie: "Ojcze, 
nie moja lecz Twoja wola niech się stanie".

"W umysłach tych, którzy zbyt przywiązani są do radości zmysłowych i bogactw naturalnych, i których oszałamiają te rzeczy, mie powstaje stanowcze 
postanowienie pełnienia służby dla Najwyższego Pana". Gdy przestaliśmy służyć Bogu, przestaliśmy być z Bogiem Jednym. Pojawiła się dwoistość; dwie jaźnie, boska
i ludzka. Zdominowało nas fałszywe ego, jaźń, którą łączymy z naszym materialnym ciałem i wydaje nam się, że jesteśmy kimś odrębnym.

W Upaniszadach Puranach czytamy:
"Pierwiastek samolubnego "Ja" nie jest Prawdą, która jest jednolita, wolna od nieporozumień i rozróżniania na postrzeganie i postrzegającego"
"Jesteś jednolitą Rzeczywistością, jesteś czysty, bezkresny, nienarodzony i nieprzemijający. Dlaczego więc masz złudzenia odnośnie "Ja"?
"Kiedy jakieś naczynie zostaje rozbite, przestrzeń w nim od razu jest jednością z bezkresną przestrzenią dokoła, staje się nie do odróżnienia
Kiedy umysł staje się czysty, nie widzi żadnej różnicy pomiędzy umysłem a Najwyższym"
"Ten, kto jest wolny od przywiązania i nienawiści, oddany dobru wszystkich istot, osadzony w wiedzy i stały, osiągnie najwyższy stan".

Jan jest symbolem tego aspektu w nas, który zdaje sobie sprawę z pierwotnej jedności człowieka i Boga. Kiedyś faktycznie prawdą o nas było stwierdzenie:
"JEstem Bogiem". Dziś wypełnieni ignorancją i pasją płynącą z połączenia z materią, utkani jesteśmy z "martwej litery" fałszywych przekonań na swój temat. 
Jan zdaje sobie sprawę z faktu, że
zbudowany jest z dwóch aspektów, dwóch głosów. Słyszy w sobie głos Boga, głos chrystusowej zasady i głos jego małego "Ja".

"Ja nie jestem Chrystusem, lecz: Zostałem posłany przed nim. Kto ma oblubienicę, ten jest oblubieńcem. Jednakże gdy przyjaciel oblubieńca stoi i go słyszy, 
wielce się raduje z głosu oblubieńca. Dlatego ta moja radość osiągnęła pełnię. Ten musi wzrastać, ja zaś muszę maleć” (do momentu, gdy zniknie 
nieświety głos "ja". )

Jak czytamy w Upaniszadach Puranach:
"Poprzez narząd mowy można wyrazić przeznaczenie tych, którzy są oddani czynowi, ale przeznaczenia joginów nigdy nie da się wyrazić słowami, ponieważ
przekracza to słowa. Wiedząc o tym, człowiek nigdy nie mówi, że jogini mają jakąś określoną drogę. Dla nich jest nią porzucenie wszelkiej możliwej dwoistości".
Czyli innymi słowy: nie może być ścieżki i osoby, którą nią kroczy. "Nie podążaj Ścieżką, bądź Ścieżką".
W pewnym momencie wędrówki, istnieje już tylko ścieżka, tylko Światło, Droga i Życie. Znika ten, który kroczy, stopił się bowiem z Bogiem w JEdno.

KRólestwo Boże zostaje osiągnięte. W Ewangelii świętego Jana, czytamy jednak słowa:
Zaprawdę, zaprawdę ci mówię: Jeżeli ktoś nie narodzi się z wody i ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, jest ciałem, a co się 
narodziło z ducha, jest duchem. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się ponownie narodzić. Wiatr wieje, gdzie chce, i słyszysz jego odgłos, ale nie wiesz, 
skąd przychodzi i dokąd idzie. Tak jest z każdym, kto się narodził z ducha”.

Te słowa mówią o tym, że nie osiągniemy stanu adwaity, stanu Jedności, stanu świadomości Ducha "bez narodzin z wody i z ducha." Słowa te są wskazaniem na święte,
tajemne gnostyczne misteria, które muszą nas dotknąć i przemienić, abyśmy stali się zdolni do wejścia do Królestwa Bożego. "Nikt nie może wziąć czegoś, czego nie 
otrzymał z nieba (...) Ten, kto przychodzi z góry, przewyższa wszystkich. Ten zaś, kto pochodzi z ziemi, jest ograniczony do rzeczy ziemskich. Ten, kto przybywa z 
nieba, mówi o tym, co widział i słyszał w niebie. Ludzie nie chcą Go słuchać, ci jednak, którzy Mu uwierzyli, uznali, że Bóg mówi prawdę. Ten bowiem, kto został 
wysłany przez Boga, przemawia w Jego imieniu. A Bóg w pełni obdarza Go swoim Duchem. Ojciec kocha Syna
i wszystko Mu powierzył. Ten, kto wierzy Synowi Bożemu, ma życie wieczne."

Odrodzenie z wody odnosi się do misterium Jana Chrzciciela. Zarówno Chleb Żywy, jak i Żywa Woda, którą Jan chrzci tych, którzy przybyli nad
Jordan odnoszą się do ciała eterycznego, do odżywiania się z nowych eterów i do odnowienia naszego przybytku miednicy. W Ewangelii Mateusza czytamy, że
"Jan miał odzienie z wielbłądziej sierści, a na swych biodrach skórzany pas. Jego pokarmem były szarańcza i polny miód."

Zdanie to przesycone jest głęboką symboliką, zawierającą odniesienie do świętego misterium, które jest związane z chrztem nad Jordanem. Odzienie z wielbłądziej
sierści wskazuje na proces transmutacji, dokonujący się w ciele eterycznym. Charakterystyczną cechą ciała wielbłąda jest jego garb. Wielbłąd posiada zdolność
przemiany powietrza w wodę. Woda jest symbolem ciała eterycznego, żywiołem z nim związanym. Powszechnie uważa się, że wielbłady przechowują w swych garbach wodę. Tak 
jednak nie jest, chociaż ich garby w pewien sposób służą do tego celu. Są one bowiem zbiornikami wypełnionymi tkanką tłuszczową. Kiedy ta tkanka jest metabolizowana,
staje się ona nie tylko źródłem energii, ale wchodzi również w reakcję z tlenem z powietrza, w wyniku czego tłuszcz zamienia się w wodę. Wskazuje to na święty proces,
w którym pod wpływem sił Ducha Świętego (powietrze), system ulega transmutacji i jest odtąd w stanie przyswajać "żywą wodę", nową substancję eteryczną.

Człowiek staje się oczyszczony i symbolem tej czystości, odnowienia istoty pożądań w śledzionie, w przybytku miednicy, jest pas, którym Jan ma przepasane biodra.
Pas jest czymś, co odcina jedną część ciała od drugiej. Przepasanie lędźwi mówi o odcięciu się od zwierzęcych, instynktownych, zmysłowych i materialnych pożądań.
Nie jest to jednak świętoszkowate, purytańskie odcięcie się osobowości od tego, co uważa za niegodne, a trwałe oczyszczenie, które następuje pod wpływem misterium
i uwalnia nas w dużym stopniu od generowania "nieświętych" myśli, obrazów, pożądań.

Pasują tu jak ulał słowa Pymandra z "Corpus Hermeticum": "ja Umysł w żadnym wypadku mie dopuszczę do tego, aby aktywności ciała, które ich atakują, wywierały na nich swój
wpływ. Jako Stróż Bram odmówię wstępu złym i zawstydzającym czynom i odetnę nieświęte wyobrażenia".

Z Ewangelii Mateusza wiemy również, że Jan żywił się szarańczą i dzikim miodem. Miód, tak jak wielbłąd, jest symbolem transmutacji. Pszczoła wytwarza miód, 
transformując zawarte w pyłku światło słoneczne. Jest to odniesienie do Jana, który w misterium chrztu nad Jordanem staje się zdolny do odżywiania się (oprócz innych eterów)
Światłem Chrystusa.

Szarańcza natomiast to symbol działania odradzających sił Słonecznego Ducha. Szarańcza jest jak "wiatr, który nie wiadomo skąd przychodzi i dokąd idzie." Nawiedza 
ziemię i ją niszczy. Ziemia jest żywiołem związanym z naszym ciałem fizycznym a przez to i z naszym "ego", świadomością "Ja".
Symbol szarańczy i miodu przypomina tu nieco egipskiego skarabeusza, który składa w toczonej przez siebie kuli gnoju ziarno, z którego narodzi się nowa istota. 
Skarabeusz odradza się z własnego rozkładu. Dobrowolne jedzenie szarańczy i miodu symbolizuje samozniszczenie, aby mogła się w nas narodzić z chrystusowego ziarna siewnego
dzięki mocom Duchowego Słońca, nowa dusza (Jezus). "Odtąd ja muszę maleć, a On musi wzrastać". Mamy tu odniesienie do Janowej endury, doskonałego samooddania, 
ukrzyżowanie nieświętego "ja".

Jan powiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi 
Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała».
Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. "

Również ten fragment przesycony jest głęboką symboliką misteriów. Zacznijmy od końca, Betania, to z hebrajskiego dom ubogich". Nasuwa się tu biblijne "błogosławieni
ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo niebieskie". Ubóstwo na zasadzie przeciwieństwa do biblijnej przypowieści o bogatym młodzieńcu, który nie chce
oddać siebie i swoich przymiotów, nowej duszy, odnosi się do samooddania, do serca oczyszczonego z pożądań i przywiązań.

Bardzo ciekawy jest motyw "odwiązywania rzemyka u sandałów". Motyw wiązania sandałów zawarty jest na pewnej rycinie egipskiej i odnosi się do wiązania bóstwom
sandałów, co z kolei łączy nas z symboliką Klucza Życia Wiecznego Ankh. Odwiązywanie rzemyka u sandałów sugeruje odłączanie się od związku z Chrystusem, odłączanie
się od pełnienia względem Boga służebnej roli, czego następstwem jest stanie się śmiertelnym. Mamy więc tu odniesienie do Światła Chrystusa, Logosu, jako zasady 
dającej Życie Wieczne.

To Światło, to Boskie Stwórcze Słowo już jest w nas obecne pod postacią atomu iskry Ducha. W tym siewnym ziarnie znajdują się wszystkie informacje i siły, konieczne
do odtworzenia boskiej duszy, którą kiedyś mielismy. Tak, jak w nasionku zawarta jest cała "wiedza" dotycząca rośliny, która z niego wyrośnie, tak i w ziarnie
siewnym Jezus, jest ona obecna. To siedmiokrotne Chrystusowe Słowo tworzyło kiedyś szatę świetlną czlowieka. Siedem emanacji tego Słowa jest ukrytych w całym
stworzeniu jako Dusza Światła. I aby dusza, jak róża mogła zakwitnąć trzeba ją wystawić na działanie Gnostycznego Słońca, na Światło Ducha, którego tajemne,
siedmiokrotne linie sił przesycają naszą atmosferę, jednak przed większością ludzi pozostają ukryte. "Zbudź się, o śpiący, i powstań w Chrystusie, który zabierze cię w górę 
do swego Światła."

"Siedem ziemskich promieni jest całkowicie dostosowanych do siedmiu kosmokratorów siódmego obszaru kosmicznego, czyli do dialektyki, niedoskonałości", jak napisał
Jan van Rijckenborgh. Jeżeli chcemy przebudzić się do życia wiecznego, potrzebujemy na podstawie aktywności atomu róży serca, odnowić swoją więź z Duchem Świętym, z
Bogiem. Prostowanie ścieżek Panu to dostrajanie się do tych ukrytych, świętych, tajemnych linii sił Siedmioducha. Człowiek natury musi ustąpić miejsca człowiekowi- duszy.
Takie jest zadanie, które ma do wykonania osobowość Janowa. Polega ona na odnowieniu więzi z Logosem, z Siedmiokrotną Siłą Boskiego Ducha, na "wiązaniu rzemyków
u sandałów" Chrystusowi, na kroczeniu śladem wyznaczonym przez JEgo święte stopy.

Nasze obecne istniene to wyraz ruchu odwrotnego. W Bhagavad Gitcie nasz ziemski plan porównany jest do drzewa, które rośnie korzeniami do góry, a koroną w dół.
Nie jest to drzewo życia, a drzewo poznania dobrego i złego. To drzewo makrokosmosu każdy z nas, jako mikrokosmos ma również w sobie w postaci nieświętego systemu 
ognia wężowego i współpracującego z nim systemu nerwowego. I jak czytamy w Ewangelii Mateusza:" Już leży siekiera przy pniu tych drzew. Każde drzewo, 
które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i do ognia wrzucone." Tym ogniem, w którym się spalamy jest lucyferyczna zasada płonąca w rdzeniu kręgowym. 
Ona, jako nieboska, jest przyczyną naszej śmierci, chorób i cierpienia.

Potrzebujemy odnowić więź z Logosem, Boskim Słońcem, którego Światło jest święte i daje życie wieczne. "Każdy z siedmiu promieni tego Światła jest w swojej jakości
siedmioraki. Tych siedem razy siedem promieni określa siebie nawzajem. Uosabiają one: absolutne życie, absolutną miłość, absolutną inteligencję, absolutną harmonię,
absolutną mądrość, absolutne oddanie i absolutny wyzwalający czyn. "

Gdy zasada chrystusowa w sercu jest aktywna, jej promienie za pośrednictwem grasicy odciskają się pieczęcią w krwi, a ta transportuje je przez Jordan życia (
mały krwiobieg) do głowy a potem rozprzestrzeniane są po całym ciele. Misterium chrztu w Jordanie, końcowa faza pierwszego procesu uświęcenia to pierwsze dobrowolne 
odzwierciedlenie atomu chrystusowego w lucyferycznym atomie głowy."Jest to chwila, w której Lucyfer spada ze swojej niebiańskiej twierdzy". Zaczęła się endura, czyli 
proces umierania "ja". 
Naszym zadaniem jest wytrwać w ukierunkowaniu na Ścieżkę; dostrajać do niej swoje myśli, uczucia,
czyny, zainteresowania. Kto wytrwa na tej ścieżce doświadczy kolejnego misterium, polegającego na wniknięciu Siedmioducha do siedmiu komór mózgowych. 
"Woda zostanie zamieniona w wino", zasada Izydy w misterium godowym połączy się z zasadą Ozyrysa. Człowiek doświadczy połączenia z Pymandrem, Duchem, który zacznie
jako nowa zasada myślenia, zacznie go prowadzić na ścieżce.

W obecnej Erze, Wodnik zalewa nasz świat Żywą Wodą. Oznacza to wzmożone Eteryczne oddziaływanie siedmiu rodzajów promieni Boskiego Słońca, Logosu. Słońce to
opromienia świat i budzi w ludzkim sercu atom iskry ducha. "Słowo Boga jest stwórczym fiat, dźwiękiem, trąbą, która powoduje wylanie monadycznych płomieni i objawia 
prawdziwe Życie w nieskończonych, wielobarwnych wibracjach i odcieniach kolorów. Życie może zanurzać się w Powszechnym Niebiańskim Łuku, który odbija promieniujące 
Światło Wszechmiłości". Prostujmy ścieżki dla Pana, dostrajajmy się do linii sił Logosu. Niech Ten Drugi nas prowadzi.

Oby prawdą stały się dla nas mantramistyczne słowa:
"Tak więc idziemy tam w czerwieni więzów krwi,
żyjąc z pomarańczowej barwy przepychu boskiej Prany.
Nasze jest złote serce Słonecznej Wspaniałości Chrystusa.
Stoimy razem w zieleniejącym kraju Nadziei.
Szeroko otwiera się przed nami niebieska przestrzeń w oddali.
Błękitny Obłok Pnana idzie przed nami.
Wszelka zasłona zostaje zdjęta z oblicza.
Oczekuje nas fioletowy płaszcz Kapłana- Króla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Korzenie i skrzydła

KORZENIE I SKRZYDŁA Nasz świat przypomina ogromny kocioł pełen zupy. Gotujemy się od tysięcy lat w jej mętnych wodach, przesiąknięci wą...