sobota, 7 października 2017

Energie października






ENERGIE PAŹDZIERNIKA

Jesień patrzy na nas niezliczoną ilością złotych oczu, 
migoczących na wietrze niczym mrugające powieki, 
płaczących wraz z niebem deszczowymi łzami,
odrywających się od ciała, które je zrodziło, 
tańczących przez chwilę z wiatrem ekstatyczny taniec derwisza,

By w końcu wylądować bezgłośnie pod naszymi stopami, 
które zmielą je w kołowrocie codzienności na proch, 


a my załamiemy ręce nad kruchością życia

Nad tym złotem, które nie chce być wieczne
I nie zauważymy świetlistego pyłu, który został oddany z powrotem Macierzy, 
Aby mogła tkać dla nas nowe sny.

Październik konfrontuje nas z przemijaniem. Myśl wypowiedziana przed chwilą nie jest niczym ani specjalnie odkrywczym, ani budującym.


Przemijanie niesie bowiem z sobą poczucie kruchości naszego istnienia a od niego tylko krok dzieli nas od poczucia, że życie jest bez sensu. Otaczająca nas aura wywiera bardzo wielki wpływ na psychikę. Ponura atmosfera świata wokół, może nas tak bardzo przytłoczyć,że tonąć będziemy w "łez kałużach", albo-co gorsze-znajdziemy się w jakiejś mrocznej, posępnej dolinie, przywaleni ciężką materią gęstych, smutnych, beznadziejnych myśli.

Pierwsza zasada Huny mówi: "świat jest dokładnie taki, jaki myślisz, że jest". To stwierdzenie zwraca uwagę nie tylko na fakt, że nasze myśli i słowa kreują nam życie, co wyraził Rumi, mówiąc: “Przemów nowym językiem, aby świat mógł stać się nowym światem.” Zasada ta zwraca naszą uwagę również na kwestię subiektywności zewnętrznego świata.
Skoro sposób mojego myślenia o rzeczywistości, wywiera na nią tak przemożny wpływ, to może ta rzeczywistość zewnętrzna obiektywnie nie istnieje? Może całe życie ze wszystkimi jego doświadczeniami rozgrywa się li i jedynie w mojej własnej głowie? Czy świat na zewnątrz mnie istnieje?
Biblia mówi, że istnieje.Rzekł Jezus:" Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami." Z tego by wynikało, że świat na zewnątrz nie jest jedynie moim złudzeniem, iluzją, ale że poza mną też jest. Z pierwszej zasady Huny płynie jednak wiedza, że świat może być inny niż go postrzegam.
Alfred Korzybski podważa twierdzenia wschodnich filozofów, mówiących o tym, że świat jest iluzją. Mówi on, że wszelkie nasze doświadczenia, które jawią się nam jako prawdziwe, nie są złudzeniem. One istnieją, ale w rzeczywistości są czym innym, niż wydają się być naszemu ograniczonemu postrzeganiu.
To, co widzimy jest abstrakcją, jest interpretacją prawdziwego świata, której dokonuje nasz umysł w oparciu o bodźce, docierające do niego z zewnątrz. 


Istnieje elektrokoloidalny, elektromagnetyczny proces, który odbija się w naszej świadomości jak w lustrze, a my tworzymy na jego bazie interpretacje, abstrakcje. Nasz mózg przetwarza dane i abstrahuje od tego, co jest. Świat nie jest więc iluzją a abstrakcją.

Korzybski mówi, że ważniejsze jest dla nas w obecnej chwili nie tyle to, CO wiemy na temat otaczającego świata, ale "W JAKI SPOSÓB" zbieramy informacje. 


"Ponieważ wiedza, która płynie do nas z poziomu Ciszy, nie może zostać werbalnie wyrażona; nie może zostać przełożona na słowa". To, co określamy jako "jakieś"w istocie jest czymś zupełnie innym, niż nam się wydaje..

Rumi powiedział, że "wewnątrz naszego świata, istnieje inny świat, którego nie opisze żadne słowo". Nasze słowa tworzą powierzchowną rzeczywistość, która jest jedynie wariacją na temat prawdy. Tak, jakby od poznania rzeczywistości dzieliły nas słowa, koncepcje, przekonania, które non stop wyświetlają się w naszej głowie.


"Przestań mówić, przestań myśleć, a nie pozostanie nic, czego byś nie rozumiał" stwierdził Seng Ts'An.

Wygląda więc na to, że mamy dwa rodzaje istnienia, dwa rodzaje świadomości: jedna funkcjonuje w oparciu o słowo a druga w wolności od niego.


Do niedawna przytłaczająca część ludzkości znała tylko ten pierwszy świat, który wiąże się nierozerwalnie z poziomem świadomości, określanym jako egotyczny.

Obecnie, w Erze Wodnika otwierają się wrota do innej rzeczywistości. I te wrota otwierają się dla nas zarówno w świecie zewnętrznym, jak i wewnętrznym.


Na zewnątrz nas doświadczamy swobodnego dostępu do informacji; szkoły wtajemniczeń, które kiedyś były zamknięte i dostępne tylko dla niewielkiego grona wybranych, dziś stoją dla wszystkich otworem, nauka zmienia swój paradygmat i coraz więcej naukowców otwiera swoje umysły na to, by uznać duchowy aspekt naszego życia, wychodzi na jaw prawda o ciemnej stronie naszego świata (tzw. teorie spiskowe), do której kiedyś nie było dostępu.

Wewnątrz nas również zachodzi rewolucja. W naszych wnętrzach ścierają się dwa głosy, dwa sposoby widzenia świata, dwa podejścia. Rozgrywa się w nas bitwa między tym, 


co stare, znane, hałaśliwe a tym co nowe, nieznane, ciche. Nie jest nam łatwo, bo okazuje się, że niemal wszystko, co do tej pory uważaliśmy za prawdę, jest złudzeniem.

Trafnie to wyraził Vladmir Pozner, mówiąc, że "pożegnanie z własnymi wyobrażeniami to proces bolesny, bo nasze iluzje są dla nas jak narkotyk."
Październikowe energie oscylują wokół tematyki Zrozumienia siebie, otaczającej nas rzeczywistości, otaczających nas ludzi, w kontraście do Oceny, Osądu. 


Gdy przyjrzymy się naszym doświadczeniom w tym miesiącu, dostrzeżemy, że konfrontuje nas on ze sprawami, których nie ROZUMIEMY, które OSĄDZAMY, do których nie potrafimy podejść z miłością. "Na tapetę" idzie sposób postrzegania świata: nasze myśli, przeświadczenia, poglądy i opinie.

Przebudzone osoby są w dzisiejszych czasach pionierami, którzy muszą przetrzeć szlaki, przedrzeć się przez warstwy swoich egotycznych naleciałości, nawyków, starych sposobów funkcjonowania i odnaleźć w Ciszy własnego wnętrza ten Inny, Nowy Głos, który niesie z sobą zupełnie inne rozwiązania. Jako pionierzy kotwiczymy tu nowy paradygmat, oparty na sercu. Jest to zadanie fascynujące, choć bardzo często niełatwe.
Nie zawsze mamy bowiem jasność dotyczącą tego, który głos w nas jest głosem miłości; który ogląd sprawy właściwym oglądem. Dla ułatwienia można powiedzieć, że 


miłość przemawia do nas cicho, łagodnie, niosąc zrozumienie i chęć pojednania a ego jest hałaśliwe, głośne i chce zmieniać wszystko według własnych pomysłów.

Mimo tej wiedzy natrafiamy jednak w życiu codziennym na sprawy, które są dla nas wyzwaniem. Nie wszystko jest bowiem zawsze jednoznaczne. Napotykamy w naszych


międzyludzkich relacjach na sytuacje, które nas ranią, denerwują, dotykają, mimo iż nie chcielibyśmy aby tak było. 

Gromadzą się w nas różne energie, które potrzebują znaleźć ujście. Czasami próbujemy zrozumieć wszystko, potraktować świat z miłością, a wewnątrz nas narasta napięcie, wynikające z tłumienia głosu sprzeciwu, który chce się przedrzeć.
Mamy wytyczne w postaci słów Gandhiego: Bądź zmianą, którą chcesz widzieć we wszechświecie, więc staramy się wszystko przepracować we własnym wnętrzu. A z drugiej strony jest życie i potyczki z własną słabością i słabościami innych. I powstaje sytuacja opisana słowami Cheryl Rochardson: "Jeśli unikasz konfliktu, żeby zachować pokój, zaczynasz wojnę wewnątrz siebie".
Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Są pewne recepty, są pewne wskazówki, rady, wiedza płynąca z doświadczenia, którą można się podzielić ale to co najważniejsze, to świadomość faktu, że dopóki proces przemiany się w nas nie zakończy nie będziemy idealni. Warto więc od razu na wstępie to sobie powiedzieć. Będziemy mieli słabsze dni, słabsze momenty. Chyba najgorsze, co możemy zrobić samemu sobie i innym, to wymagać od siebie samego i od siebie nawzajem doskonałości. To rodzi taką presję, że rzeczywistość staje się nieznośna. I między innymi tego zrozumienia uczy nas Prawo związane z Październikiem.
Październik jest dziesiątym miesiącem. Dziesiątka kojarzy się z Dekalogiem. Mamy wpojone, że Dziesięć Przykazań Bożych, to prawa, których nieprzestrzeganie grozi 


karą od Boga. Bóg jest wg tego, czego nas uczono "sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze". To starotestamentowe widzenie Stwórcy jest ogromnym brzemieniem, które jako ludzkość dźwigamy na swych barkach. Przykazania, które miały nam ułatwić "orientację w terenie" obciążyły nas poczuciem winy i lękiem przed "karzącą ręką sprawiedliwości". Cały system wychowawczy, któremu zostaliśmy poddani odcisnął na nas piętno. I mimo, iż nie uważamy się już dawno za katolików, to pewna określona mentalność w nas żyje i nas niewoli.

Tę mentalność możemy odnaleźć w pismach tych uduchowionych istot, które mówią, że jesteśmy upadłą ludzkością. W niektórych tekstach można odnaleźć pogardliwe określenie człowieka jako animusa, żyjącego z energii seksualnej. Potępia się z ambony zwierzęce instynkty, skłonności, dążenia, egotyczne ambicje. Mówi się o grzechu pierworodnym, o odejściu od Planu Boga, o realizacji własnej woli.
Serce odczuwa jako prawdę fakt, że musiało wydarzyć się coś, co zawęziło nasz ogląd, obniżyło wibracje, wpędziło do więzienia umysłu, wykreowało pełen cierpienia świat. Wiemy, że jesteśmy kowalami własnego losu, więc zdajemy sobie sprawę z tego, że sami sobie ten los zgotowaliśmy. Z drugiej strony jednak wiemy, że Bóg jest Miłością a ta Miłość dała nam wolność decydowania o sobie. Odebraliśmy zatrważające skutki swojego postępowania i dlatego chcemy zmiany, chcemy nowej świadomości, chcemy realizacji nie naszej egotycznej woli, a woli Boga w nas.
W naszej nieświadomości zbiorowej zakodowane jest uczucie, które można wyrazić jako:"coś ze mną jest nie tak". Wydaje się ono łączyć niemal wszystkich ludzi na Ziemi.


"Coś jest ze mną nie tak", "jestem złym człowiekiem", "czegoś mi brakuje". Nosimy w sobie balast poczucia winy, które zostało POMYLONE Z ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ. 

Poczucie bycia kimś grzesznym, kreuje brak miłości do siebie a to jak traktujemy samych siebie ma wpływ na to, jak traktujemy innych.
Uważamy, że Bóg jest miłością a jednak na podświadomym poziomie wielu z nas nosi w sobie programy związane z poczuciem, że nasza niedoskonałość zasługuje na karę.


Pokutuje w nas potęga wieków programowania na Boga, który jest mściwym sędzią. Takie postrzeganie Najwyższego przekłada się na sposób widzenia samego siebie i 

innych.
Nieświadomie postrzegamy samych siebie jako grzeszników, widzimy też grzech innych i próbujemy się wzajemnie na siłę nawracać. 
"Ktokolwiek bierze na siebie ryzyko bycia sędzią Prawdy i Wiedzy, staje się pośmiewiskiem bogów." powiedział Einstein.

Gnoza jest siłą Miłości i tym, czego potrzebujemy się nauczyć w pierwszej kolejności jest właściwe podejście do cienia. Im bardziej pracujemy ze sobą, tym głębiej przekonujemy się, że praca z ciemnością wymaga od nas stanu świadomości, który można porównać do kapłańskiego. Ciemność potrzebuje miłości, szacunku i cierpliwości.
Einstein powiedział kiedyś, że znaczących problemów, z którymi się borykamy, nie rozwiążemy z tego samego poziomu myślenia, na którym się znajdowaliśmy, gdy je 


wykreowaliśmy. A Rumi, że "poza ideami dotyczącymi właściwego i niewłaściwego postępowania istnieje pole. Tam się spotkamy"

Aby wyzwolić się spod jarzma naszych ocen, dotyczących tego, co dobre a co złe, potrzebujemy wznieść swoją świadomość. Lub może bardziej precyzyjne będzie określenie, 


odnaleźć we własnej istocie tę świadomość, tę świetą przestrzeń, która już w nas jest. Jest ona ciszą ukrytą poza myślami, jest ona ekranem na którym wszystko się rozgrywa, jest ona tą częścią Ciebie i mnie, która obserwuje wszystko co istnieje, bez lgnięcia i bez sprzeciwu.

Tak naprawdę, niezależnie od tego, co jawi się naszym oczom, istnieje tylko świadomość. Fizycy starają się odnaleźć odpowiedź na pytanie "z czego zbudowany jest wszechświat".
Peter Russsel, fizyk kwantowy, wydaje się docierać do odpowiedzi, która jest prawdziwa. Mówi on o tym, że żyjemy w wirtualnej rzeczywistości, której kanwą jest świadomość. Świat materialny, jakim go sobie wyobrażaliśmy nie istnieje, a świadomość jest w jakiś sposób głęboko zaangażowana w tworzenie nam złudzenia fizycznej rzeczywistości. Z obserwacji fotonów wynika, że istniejemy w nieskończonym polu możliwości. W tym polu, wszystko istnieje potencjalnie.


Wszystko istnieje w stanie prawdopodobnym. Dopiero gdy zaczynamy to pole obserwować, z zupy nieskończonych możliwości, wyłania się to, czego się spodziewamy.

Nasz umysł doświadcza rzeczywistości, którą sam tworzy! To, co widzimy , według Russela, jest REPREZENTACJĄ prawdziwego świata. Jest to wycinek rzeczywistości, jaki stał się dla nas dostępny poprzez nasz odpowiednio zaprogramowany umysł.
Nasz mózg tworzy dla nas mapę prawdziwego świata! A mapa nie jest, jak wiadomo terenem.


Nie mamy pojęcia, jaki jest świat na zewnątrz mapy, poza naszym obrazem. Aby to pojąć, potrzebujemy wyjść poza nasz umysł, doświadczyć Ciszy, poszerzyć spektrum 

swojego postrzegania, czyli innymi słowy- uwolnić się od całego pakietu informacji, który nazywamy ego.
Wiemy już, że nie istnieje żadna "rzecz" w świecie zewnętrznym. A jednak coś się dzieje "na zewnątrz" naszego umysłu, coś się wydarza. Tym czymś jest informacja,


na którą reagują nasze zmysły tworząc nam złudzenie materialnej, twardej rzeczywistości. Z tego wynika, że wszystko, co istnieje utkane jest ze świadomości. Jednak nasze oprogramowanie sprawia, że tego nie widzimy.

Postrzegamy martwą materię, nieczułą, nieświadomą i nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że wszystko jest świadome!


Znamy zjawisko określane mianem "złośliwości przedmiotów martwych". Dzięki fizyce kwantowej mamy wgląd w fakt, że to nasza świadomość, nasza energia ukształtowała nam doświadczenie zepsucia się jakiegoś sprzętu i jest to jakiś obraz dla nas. Jest to informacja o braku harmonii w naszej przestrzeni. Wszystko jest symbolicznym 

odzwierciedleniem naszego aktualnego stanu bycia.
Nasze ciała fizyczne są również świadome. Świadomością obdarzone są wszystkie komórki, narządy. Znajdujemy się już w posiadaniu wiedzy o rozmawianiu ze swoim ciałem, obdarzaniu go miłością i uzdrawianiu poprzez nawiązanie kontaktu i przekazaniu miłości. Choroba danego organu w ciele jest obrazem jakiegoś niedomagania w psychice.
Gdy wiemy, że to nasz umysł wyławia z kwantowego pola nieskończonych możliwości określone dane i tworzy nam świat, zaczyna do nas docierać, że nikt nie jest odpowiedzialny, poza nami, za to czego doświadczamy. Wszystko, co przychodzi, wszyscy ludzie, wszystkie energie, wszystkie częstotliwości i doświadczenia, przychodzą do nas przyciągnięte mocą naszej świadomości na zasadzie symetrii i podobieństwa.
Wszechświat reaguje na impulsy, które wysyłamy. Gdy spojrzymy na liczbę 10, ujrzymy cyfrę 1- symbol świadomości/ jaźni i 0, które jest symbolem pełni, wszystkiego, co istnieje.


Nasza jaźń wysyła impuls, ten dociera do wszystkich zakamarków pola nieskończonych możliwości i pole odpowiada nam informacją zwrotną. To, co wysyłamy wraca do nas zwielokrotnione. Dziesiątka, 10 jest symbolem zamanifestowanego świata.

Pitagorejczycy nazywali ją "Ręką Boga". Zwraca to uwagę na fakt zaistnienia czegoś przed oczami naszej świadomości, jakiejś kreacji, bo ręka jest narządem stwarzania. Zero wskazuje nam jednak, że to, co widzimy jako manifestację, nie jest realne, nie jest tak naprawdę "twardą rzeczywistością" a pewnym obrazem, który wyświetla się na ekranie naszego umysłu. 


Widzimy tylko siebie i swoją projekcję. W rzeczywistości prawdziwa jest tylko nasza świadomość a zamanifestowany świat jest projekcją, której dokonał nasz mózg.

Wraca do nas ciągle poprzez to, co odbieramy jako doświadczenie zewnętrznego świata, informacja o nas samych.
Celem jest uzdrowienie siebie, rozświetlenie tego w nas, czego nie rozumiemy, rozpuszczenie programów, które oddzielają nas ciągle od doświadczenia prawdziwej rzeczywistości.


Przytoczmy jeszcze raz słowa Seng Ts'Ana:"Przestań mówić, przestań myśleć, a nie pozostanie nic, czego byś nie rozumiał" .

Mistycy mówią o tym, że tylko stan bez umysłu jest stanem poznania prawdziwej rzeczywistości. Jak tego jednak dokonać?
Czy mogę sam zatrzymać swój umysł, zmusić go do milczenia? Przecież moja głowa ciągle produkuje myśli.
I tu docieramy do bardzo, bardzo ważnego momentu naszych przemyśleń! Najważniejszą sprawą dla człowieka na duchowej ścieżce, jest odnalezienie w sobie tego "punktu", tej świadomości, którą nazwiemy OBSERWATOREM.

Adyashanti powiedział: "prawdą jest, że już jesteś tym, kogo szukasz". Ten obserwator już jest w Tobie teraz! To dzięki tej jaźni, możesz być świadomy swoich myśli i odczuć. Jeżeli oglądasz jakiś wykład oświeconego nauczyciela i urzeka Cię jego spokój, wiedz, że widzisz już to, co w sobie masz! Naszym zadaniem jest dotarcie do tego "miejsca" w nas samych i spoczęcie w nim.
Gdy już odnajdziemy tę przestrzeń, jedyne, co potrzebujemy robić, to obserwować z miłością i akceptacją strumień myśli, który cały czas przepływa przez naszą głowę.


Jeżeli nauczymy się obserwować bez oceny wszelkie myśli, które przychodzą, nawet te "niemoralne", bez chwytania się ich i eksplorowania i pozwalać, żeby po prostu płynęły, ta praktyka doprowadzi w końcu do wyciszenia naszego umysłu. Umysłu nie można na siłę zatrzymać, jednak może on zatrzymać się sam z siebie.

Jest to bardzo mądra praktyka zalecana przez Osho. Nie ma ona nic wspólnego z wymuszaniem na swojej istocie na siłę rozwoju duchowego. Jest po prostu obserwacją, która wymaga pełnej miłości i uważności. Bardzo ważne jest, aby spocząć w tym stanie bycia i rozluźnić się. Stan nie-umysłu jest stanem poza umysłem, ponad umysłem a nie przeciw niemu.
Gdy postrzegamy nasze ego jako przeciwnika i swojego wroga, zaczyna się walka. "Serce nasze potrafi się poddać i zawierzyć chwili obecnej. Umysł natomiast osądza


i wycofuje się." 

"Patrz do wewnątrz. Bądź nieporuszony. Uwolnij się od lęku i przywiązań. Poznaj słodką radość życia w taki sposób", powiedział Budda.
Gdy zaczynamy tak funkcjonować, pojawia się cicha radość w nas i mamy wrażenie, jakby z wnętrza głowy promieniowało światło, które niesie nam błogość.


Jest to reakcja na objęcie siebie samego czułą obserwacją.

Tak bardzo się jako ludzkość zagubiliśmy w szukaniu szczęścia nie tam, gdzie trzeba. Nie odnajdziemy go bowiem poza swoim wnętrzem. Gdy docieramy do tej części 
świadomości, która obserwuje wszystko z akceptacją, obdarowujemy siebie miłością, do której zawsze tęskniliśmy.

Jednocześnie uwalniamy się od utożsamienia się


z programami, które są zapisane w naszej istocie. Jest to bardzo piękny, głęboki, święty proces, który zachodzi w naszej przestrzeni. Proces rozświetlania ego.Proces powrotu do Domu, do Samego Siebie.

Gandhi powiedział kiedyś bardzo inspirujące słowa: "niech twoje życie będzie twoim przesłaniem". Gdy nawiązujemy kontakt z sobą, z tą najświętsza częścią nas, tą nieporuszoną i wieczną odkrywamy, że potrafimy uzdrowić wszystko, co nas kiedykolwiek bolało. I w ten sposób uzdrawiamy pewien aspekt tej poranionej rzeczywistości, w której żyjemy. (Istnieje pytanie, czy uda nam się nawiązać i utrzymać ten kontakt bez Wyzwalającego Światła Gnozy. Jednak dla wszystkich nas, którzy to Światło poczuli, ten przekaz będzie prawdziwy.)
W takim stanie istnienia nie ma mowy o jesiennej depresji. Gdy potrafimy zakotwiczyć się w tej nieporuszonej części


nas samych, obserwujemy z pewną fascynacją nawet ból, który nas dotyka. Uświadamiamy sobie, że sami to cierpienie sobie wykreowaliśmy ale nie oceniamy siebie i nie karzemy gniewnymi myślami za to. Ten ból jest bowiem elementem pięknego, pasjonującego życia, które przepływa cały czas przez nas.

Nie ma tu niczego niewłaściwego. Wszystko, co jest jest potrzebne.
Ostatnio na facebooku ktoś umieścił słowa: "Wszystko co się wydarza jest najwłaściwszą, najbardziej idealną, najdoskonalszą wersją rzeczywistości! Dlaczego? Bo się wydarza! ".
Gdy czytam takie słowa, moje serce się z tym zgadza a jednocześnie jest świadomość ogromu cierpienia, które ma miejsce w świecie i dotyka dzieci, zwierzęta, kobiety, mężczyzn. I wówczas serce czuje ogromny ból. Bo jakaś część mnie wie, że nasz świat nie powinien być pełen cierpienia. I dwie te prawdy funkcjonują we mnie jednocześnie, co przywodzi na myśl dwie złożone razem do modlitwy dłonie. Prawda jednej i drugiej strony połączona zostaje w jedną całość i objęta czułą ciszą. Dwie dłonie o pięciu palcach to 10 palców- 10 wibracja Jedności. Dwa razy po pięć to dwie dusze (ziemska i boska) zespolone razem, dające Jednię.
Rzymskim oznaczeniem 10 jest X, krzyż. Ostatnio naukowcy odkryli, że kształt fotonu, światła, które zdaje się tkać nam rzeczywistość, przypomina starożytny krzyż maltański. 


„Krzyż, potężny symbol przy pomocy którego

Paweł objaśnia cztery misteria – Altitudo, Longitudo, Sublimitas, Profundum – (w Liście do Efezjan 3:18) nie jest miejscem spotkania dwóch linii. Nie, jest to punkt wyjścia czterech nieskończonych linii, które nigdy się nie zbiegną, a jednak poprzez środkowy punkt, który staje się centrum są zjednoczone w niezmierzonej przestrzeni.
Krzyż przedstawiano również jako cztery strumienie, które wypływały z ogrodu Edenu. Jest to stara litera Tau hebrajczyków i X w naszym alfabecie, które w matematyce 
istnieje jako niewiadoma. Jest to misterium misteriów, siła sił, światło świateł, wspaniałość wspaniałości.

W sercu krzyża kwitnie mistyczna róża, róża światła, kwiat życia i miłości, której regularnie uporządkowane liście, przedstawiają w harmonijnej hierarchii szereg wybranych."


(Fragment będącej dziełem zbiorowym książki „Tryumf Powszechnej Gnozy” (Pelikaan, Amsterdam 2006). Polskie tłumaczenie w przygotowaniu przez Instytut Rozekruis Pers.)

X -grecką litera chi, jest pierwszą literą słowa Chrystus. Widzimy tu zakodowaną wiedzę o istocie wszystkiego, co jest o Świadomości i Świetle, za pomocą którego


powstaje nasz świat. Jest to oznaczenie logosu, proporcji, świętej, złotej miary. 

Chi to chińska nazwa prany, siły życiowej.
X to również runa Gebo, oznaczająca dar, prezent. Jest to runa przynosząca szczęście. Oznacza ona również ofiarę. To wszystko kojarzy nam się ze Światłem i Chrystusem.
Październik budzi nas do Zrozumienia siebie poprzez to, co wydarza się w naszej przestrzeni. "Zrozumieć świat, to wszystko wybaczyć", powiedział Budda.


Ta przestrzeń jest możliwa do osiągnięcia, gdy odnajdziemy to centrum naszego istnienia, z którego wypływa cała manifestacja i osadzimy się w nim.

1+2+3+4=10. Wszystkie cztery ramiona świetlnego krzyża wyłaniają się z Jedni (1) i tworzą Całość istnienia (10).


X to symbol Światła Świadomości, którym jesteśmy. A, jak powiedział Jezus:

"Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność! "


Tym okiem, które miał na myśli Jezus, jest najprawdopodobniej szyszynka. Kiedyś mieliśmy tylko jedno oko- szyszynkę właśnie. Potem stopniowo, organ ten ulegał zmniejszeniu a u nas pojawiły się zewnętrzne oczy, przystosowane do postrzegania materialnej rzeczywistości. Powyższy cytat poprzedzony jest zdaniem: "Tam skarb twój gdzie serce twoje". Jeśli otworzymy serce, nasze postrzeganie się oczyści i pobudzimy do pracy szyszynkę-Światło Ciała, które połączy nas ze Światłem wszelkiego istnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Korzenie i skrzydła

KORZENIE I SKRZYDŁA Nasz świat przypomina ogromny kocioł pełen zupy. Gotujemy się od tysięcy lat w jej mętnych wodach, przesiąknięci wą...