środa, 5 lipca 2017

Czerwiec i jego energie






13.06.2017.

Każdy miesiąc ma swoją energetykę; jest zakodowany przez określone Boskie Prawo. Boskie Słowo, Logos przenika tę planetę i odsłania nam stopniowo swoja Prawdę w dwunastomiesięcznym cyklu. Ta Prawda ma wiele poziomów i im wyższe mamy wibracje, do tym wyższych jej planów możemy się dostroic. 

Człowiek tej natury, materialista,doświadcza Logosu w sposób nieświadomy; nie zdając sobie sprawy z Boskich mechanizmów, które rządzą jego życiem. Pomimo, że zna mądrość ludowych przysłów: " jak sobie poscielesz, tak się wyśpisz", czy "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", wiele spraw, które dotykają go w życiu uważa za dzieło przypadku, złośliwości losu, złośliwości rzeczy martwych lub po prostu ludzkiej złośliwości.

Im bardziej otwieramy się na poznanie Boga, tym bardziej widzimy, że przypadków nie ma i że wszystko, cokolwiek widzimy w naszym świecie jest odzwierciedleniem naszego wnętrza. Jesteśmy jak torba wypełniona po brzegi balastem doświadczeń. W tym świecie jesteśmy w stanie ujrzeć tylko to, co mamy w swoim wnętrzu; tylko te rzeczy, którymi wypełnione są torby naszych umysłów.

Boskie Prawa przenikają substancję tej natury, kodując nasze myśli, emocje, uczucia wiązkami energii określonej częstotliwości, co powoduje, że w obrębie każdego miesiąca, przerabiana jest określona tematyka.

Czerwiec jest miesiącem NISZCZENIA i TWORZENIA. Aby mogło powstac coś nowego, najpierw to, co stare, musi zostać zburzone. Aby coś nowego mogło wniknąć do naszego życia, musi być utworzona przestrzeń na NOWE. Torba naszego umysłu musi zostać opróżniona z nawału rzeczy.

Ludzkie serca i umysły wypełnione są "materią" tej natury. Żyjemy z nieświętych myśli, emocji, pożądań. Jesteśmy jak wypełniona po brzegi herbatą filiżanka, która nie przyjmie żadnego innego fluidu. Nasze serca są zatwardziałe, umysły skostniałe od dogmatyzmu własnych przekonań i dlatego musi walnąć w nas Boski Zeus swoim piorunem i zniszczyć, spalić, zrujnować całą tą stagnację, bałagan, zasklepienie.

Gdy uderzy w nas Boskie Światło, doznajemy trwającego chwilę oświecenia, ale proces ten nie obywa się bezboleśnie. Gdy padają mury naszych przekoań i iluzji, walące się cegły ranią nas bezlitośnie. Zostajemy bowiem nadzy we własnych oczach, widzimy całą swoją małość w pełnym Świetle.

Gnoza wymierza nam policzek, iderza nas w twarz. Niszczy maskę samozadowolenia; maskę skrywającą bolesną Prawdę. Człowiek tej natury jest chodzącym złem; jest przeżarty trucizną do szpiku kości. Jestem tym człowiekiem. Złym.
Ta Prawda jest tak bolesna, że niemal nie do wytrzymania. Zaczyna się Droga Krzyżowa.

Jednak Bóg nie zostawia nas samych na pastwę tej bolesnej Prawdy. Budzi w naszych Sercach miękkie, kojace i czułe Światło, które otula nas swoim Pięknem i Miłością. Zadaniem Boskiego Pioruna, było doprowadzenie nas do Poznania Prawdy o sobie samym, do uciszenia nas i nakłonienie do POKORY. Gdy stajemy się cisi przed Bogiem, On wznosi w ciagu trzech dni Nową Świątynię; buduje ją na Swój Obraz i Podobieństwo.

Ta Świątynia nie ma z nami nic wspólnego. Jest ona zbudowana poza naszym ego, poza osobowością. Naszym zadaniem jest milczeć i nie przeszkadzać. Błędem, który popełniamy w swojej nieświadomości, jest przypisywanie sobie zasług za dokonujące się Boskie Dzieło. To Bóg tego dokonuje, my jesteśmy grzesznym, niegodnym tej budowli bytem. Bóg nawiązuje kontakt z osobowością, jednak ona w dalszym ciągu pozostaje zła. Nie da się jej naprawić. Trzeba być bardzo czujnym i zawsze o tym pamiętać.

Gdy padają iluzje, maski zostają zerwane, cierpimy. Prawda o naszej małości jest nie do wytrzymania, budzi w nas potężne negatywne emocje. Mamy skłonność wówczas projektować swój cień, swoje wady na innych i obwiniać ich, zamiast przyjąć na klatę nędzę swojego istnienia. Ciskamy kamienie w naszych bliźnich, odcinamy się od nich, patrzymy z góry, z pogardą, tak bardzo nieświadomi, że wszyscy jesteśmy w swej naturze tacy sami; jedziemy na jednym wózku.

Niszczymy nasze więzi z innymi, zrywamy kontakty, zapominając, że to Zeus miał ciskać gromy a nie my. Tylko Bóg potrafi dokonać zmian i Procesu Niszczenia.tego, co stare w pełen Miłości sposób. Gdy człowiek próbuje naśladować w tym Boga, powstaje nędzna, ociekająca fałszem i pychą imitacja procesu.

Słowa, które wypowiadamy kodują kryształy wody tworzącej nasze ciała na heksagonalne wzory. Jak twierdzi Dan Winter, człowiek na planie energetycznym, zbudowany w oparciu o osie symetrii czworościanu foremnego, jest Golemem. Nasza natura jest nieboska, zostaliśmy zdegradowani. Nasze ciała miały kiedyś najprawdopodobniej budowę energetyczną opartą o dwunastościan foremny. To jest ten plan ratunkowy, o którym mówi Gnoza.

W obrębie naszej natury zakodowanej w prymitywny sposób, Boskie Siły działają posługując się narzędziami dostosowanymi do tego planu. Spada więc na nas trójkątne ostrze Boskiego Miecza, niszczące to, co stare, aby ukazać nam nasze zło, ukryte za maską świątobliwości. Bóg łamie nasze zatwardziałe serca, dzięki czemu Boskie Ziarno, może zakiełkować.

Bóg obmywa nas z naszych grzechów. Jego Żywa Woda rozpuszcza warstwy iluzji.

Dzięki Bogu za Gnozę, gnostyczne procesy i Braci i Siostry obecnych na Ścieżce. Bóg kocha nas mimo naszej niegodności. Dzięki Boskiej Miłości możemy powstać z naszego upadku. Wyciszona osobowość, przygląda się Wielkiemu Dziełu. Dzięki Boskiej Miłości rodzącej się w naszych Sercach, możemy wyciągnąć rękę do bliźniego,który upadł i pomoc mu wstać. Innym razem to my upadamy i nam podawana jest pomocna dłoń. Przeglądamy się w sobie jak w lustrach. W drodze testowana jest nasza gotowość. Podążamy na górę trzymając się za ręce. W Jedności. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Korzenie i skrzydła

KORZENIE I SKRZYDŁA Nasz świat przypomina ogromny kocioł pełen zupy. Gotujemy się od tysięcy lat w jej mętnych wodach, przesiąknięci wą...