środa, 19 października 2016

ENERGIE PAŹDZIERNIKA




Energie Października

Dziesiątka jest symbolem manifestacji Boskiego Planu. W Kabale 10 Sefirot oznacza 10 emanacji Boskiego Świata. Rozpoczyna je Sefira Kether, oznaczająca Boskie Imię: Jestem, Który Jestem. Jest ona czystą, niepodzielną istotą, wolą Stwórcy, poprzedzającą wszelkie stworzenie. To pierwsza sefira, która zawiera wszystko, co było, jest i będzie. Jest miejscem pierwszej emanacji i ostatecznego powrotu. Emanacje te  kończą się na Sefirze Malkuth symbolizującej  świat materialny.  Niestety, w naszym matriksowym wydaniu Malkuth jest utkanym z grubej materii królestwem zepsucia.

 

Październik jako dziesiąty (10) miesiąc mówi nam o tym, że potrzebujemy przyjrzeć się tu wibracji 1, czyli jednostce (człowiekowi) w połączeniu z całością istnienia, kolektywem ludzkim, wszechświatem, kosmosem, całym stworzeniem; światem zarówno zamanifestowanym, widzialnym, jak i tym niewidzialnym, który nazwać można siłami bądź energiami (0 jako pełnia, całosć).

Dziesiątka zwraca naszą uwagę w kierunku naszego związku z wszystkim, co istnieje; stara się nas przebudzić i uwrażliwić na plan niematerialny, który stoi za objawieniem fizycznym.
Ten aspekt jest symbolicznie wyrażony równaniem: 1+2+3+4=10. Możemy tu obserwować, w jaki sposób z pierwotnego Słowa Bożego (1), wyłaniają się kolejne emanacje, „piętra drzewa życia“, które coraz bardziej obniżają swoje wibracje aż po manifestację na planie materialnym (4).  „Słowo, które staje się Ciałem“.

Dziesięć to również działanie: 2x5. Możemy je przełożyć na obraz pary naszych pięciu palców u stóp i dłoni. 

Wskazują one  na nasze działania w świecie, które czynimy rękami i kroki na ścieżce, stawiane przez nasze stopy.
Dwa i Pięć odnoszą się również do dwóch żeńskich czakramów w naszym ciele; mianowicie czakry drugiej, sakralnej, połączonej ze zdolnością do prokreacji oraz czakry piątej- gardła, która rodzi słowo.

Powyższe intuicyjne naprowadzenie pomoże nam głębiej zrozumieć człowieka jako z jednej strony stwórcę (1), który odkrywa, co powołuje do życia swoimi słowami oraz czynami. A z drugiej strony ukaże nam człowieka w kontekście Boskiego Planu (10) tak by każdy z nas mógł sobie uświadomić na ile całość jego kreacji współbrzmi z Boską Miłością, z Boską Wibracją, Boskim Zamysłem.

Gnoza uświadamia nam, jak bardzo człowiek odszedł od Prawdziwego Boga, który jest Źródłem wszystkiego, co istnieje; Boga, który jest Miłością.

Ludzie ezoterycznie wtajemniczeni wiedzą, że każda nasza myśl, każde słowo, emocja mają moc stwórczą; kreują świat, w którym żyjemy. Każdy człowiek jest w pewnym sensie bogiem, ponieważ ma moc tworzenia własnej rzeczywistości.

W Biblii napisane jest: „po owocach ich poznacie“. Gdy spojrzymy na nasz świat, takim jaki jest- pełen przemocy, niewyobrażalnego wręcz cierpienia, wyzysku, starzenia się, chorób i śmierci, może zastanowi nas jakość tego, co tworzymy. Dlaczego świat, który mnie otacza jest taki zdegenerowany?

I teraz ktoś może powiedzieć z samozadowoleniem, że jego mikroświat, czyli to, co go spotyka wolne jest od tego, co najstraszniejsze w świecie; czyli nie ma na codzień styczności z perwersją, zbrodnią, wojnami, chorobą, skrajną biedą, przemocą, etc. Nie może jednak stwierdzić, że nie docierają do niego informacje o tym, co dzieje się w innych częściach kraju czy globu. Wystarczy rozejrzeć się wokół lub włączyć telewizor, żeby zalała nas fala ciężkich, ciemnych informacji dotyczących cierpienia, którym zostają dotknięci jacyś nieznani nam ludzie a  jednak nasi rodacy lub bardziej ogólnie- bliźni.
Im wyższy poziom naszych wibracji, tym w naszej osobistej przestrzeni więcej światła, pokoju, harmonii, miłości. Kto z nas może jednak powiedzieć, że jest całkowicie wolny od cierpienia, jakichś spięć z innymi ludźmi, negatywnych myśli czy lęków?


Nie jesteśmy od nich całkowicie wolni i dopóki nasza świadomość oraz wibracje nie wzniosą się ponad dualizm, dopóty zamieszkiwać będziemy na tym łez padole.

Kluczem do ogarnięcia i dostrojenia się do październikowych energii jest hasło:    
 „Zrozumienie“, którego drugim biegunem jest „Ocena“.
W skrócie można powiedzieć, że im głębsze jest nasze duchowe zrozumienie otaczającego świata, tym mniej w nas zgubnej, raniącej oceny, która oddziela nas od miłości a tym samym od Boskiej Rzeczywistości.

Jest takie powiedzenie „im dalej w las, tym więcej drzew“. Można je rozumieć w ten sposób, że im bardziej człowiek popadł w materię, tym więcej przeszkód stoi na jego drodze do Rozumienia otaczającego świata. Ze światem materialnym nieodłącznie wiąże się chaos, zaciemniająca obraz różnorodność poglądów, nurtów, ścieżek, zdarzeń. Ta różnorodność może nas z jednej strony wciągać w swój wir powodując, że zatracamy się w materialnym świecie, goniąc za jego błyskotkami, myśląc, że naszym celem jest kariera, władza, pieniądze, sukces. Zatracenie to prowadzi nas z drugiej strony do wielkiego cierpienia, gdy odkrywamy, że to, za czym pędziliśmy nie dało nam spełnienia lub to , co zbudowaliśmy rozsypało się jak domek z kart. Przez bardzo wiele doświadczeń i rozczarowań w świecie materialnym musi przejść nasza dusza, zanim przebudzi się do wniosku, że nasz świat fizyczny, jako że jest z gruntu zepsuty, wadliwy, nie da nam nigdy szczęścia.

W swojej książce „Pieczęć Odnowy“ Catharose de Petri wspomina o znalezionej w Egipcie „Ewangelii Trzech Natur“. W tej ostatniej mowa jest o trzech ludzkich „rasach“, trzech typach ludzkiej dialektycznej duszy. W zależności od stopnia dojrzałości i zrozumienia duchowego świata przez nasze dusze, można nas podzielić na:
-materialistów
-psychików
-pneumatyków

Jak można się łatwo domyślić, materialiści to ludzie poszukujący spełnienia w świecie fizycznym, doczesnym. Są oni na tyle zamroczeni przez Matrix, zasymilowani z nim,  że szczęścia szukają w materialnej obfitości, wysokim statusie społecznym, władzy, karierze, etc. Nie zadają sobie oni pytań dotyczących tego, kim są, skąd pochodzą, kto ich stworzył, po co zyją, dokąd zmierzają. Ich umysły są totalnie i bezkrytycznie przesiąknięte wartościami tego świata, tak że pytania egzystencjalne traktowane są przez nich jako bezproduktywne spędzanie czasu,“ a czas to przecież pieniądz“. Tacy ludzie są absolutnie obcy Gnozie.

Drugi typ ludzi to psychicy, którzy są otwarci na duchowość, jednak ulegają jeszcze w znacznym stopniu wpływom tego świata. Ich dusze są w stanie pojąć Gnozę i przyjąć Ją jako Prawdę, jednak zanim to nastąpi wpadają w pułapki matriksowych błyskotek, w sidła
celów zastępczych, dają się na pewien czas omamić materialnym dążeniom. Potem, gdy otworzą się na duchowość, pociechę, pomoc duchową, inspirację, wiedzę czerpią od trzeciej grupy ludzi, zwanej pneumatykami. (Oczywiście do czasu, gdy Gnoza nie dotknie ich serc i nie wypełni całkowicie tak, aby mogli samodzielnie czerpać z Jej czystych źródeł).

Dusze tych ostatnich -pneumatyków są zupełnie dojrzałe do przyjęcia Gnozy. Są to ludzie, którzy od dziecka czuli się wyobcowani w materialnym świecie. Nie miał on dla nich nigdy żadnego uroku. Od początku swojego istnienia przeczuwali oni intuicyjnie, bądź doświadczali innego, duchowego świata, który bliższy był im niż „ojciec i matka". Duchowy świat, pełen miłości od zawsze był odczuwany przez nich jako ostoja, prawdziwy dom, cel istnienia. Gdy taki człowiek styka się z Gnozą, chłonie Ją jak gąbka, poszukuje Jej jak głodny strawy, jak ryba wody. Nie ma niczego, co by było ważniejsze. Takie najbardziej chłonne dusze odznaczają się dużą czystością, posiadają w sobie ogromny żar Miłości do Boga, dzięki czemu uzyskują w dużym stopniu Jego Poznanie i służyć mogą swoim zrozumieniem innym, do czasu aż ci ostatni wibracyjnie dołączą do ich poziomu.


Ten podział może się dla nas stać mapą i rozjaśnić w pewnym stopniu chaos tej rzeczywistości. Nie jest on absolutnie pretekstem do wytwarzania między nami kolejnych podziałów a pomaga zrozumieć, dlaczego człowiek może być drugiemu człowiekowi tak bardzo obcy i dlaczego otaczająca nas rzeczywistość, która jest naszym wspólnym dziełem, wspólnym dziełem trzech ludzkich ras, wygląda tak a nie inaczej. Człowiek, który błądzi w materii, który odszedł od Ducha, wytwarza i przyciąga do siebie siły, które obracają się przeciwko niemu i powodują jego cierpienie.

Jeżeli otworzymy serce, spojrzymy na to przyporządkowanie ze światłem współczucia, empatii i zrozumienia. Pojmiemy, że nasze dusze też być może kiedyś błądziły, zanim otworzyły się na duchowość. Pojmiemy też, że skoro będąc na przykład psychikiem lub pneumatykiem, wciąż mieszkamy na tym samym świecie, co dusze materialistów i skoro mimo wszystko wciąż cierpimy, to musi istnieć aspekt, który nas ze sobą łączy, ponieważ w tym świecie „podobne przyciąga podobne".

Gdy spojrzymy na znak „yin yang“. który jest potężnym symbolem Królestwa Malkuth, naszego materialnego wszechświata, dostrzeżemy, że tutaj najmniejszą częścią dobra jest zło i odwrotnie- najmniejszą częścią zła jest dobro.
Można powiedzieć, że do czasu aż totalnie nie wzniesiemy się ponad dualizm, będziemy jak ta jasna „łezka“ ze znaku yin yang, która mimo całego światła, które ma w sobie, posiada również małą kropkę zła ( ciemność, ignorancję, błądzenie).

I tym zalążkiem zła w nas są nasze nieoświecone wiedzą, poznaniem, zrozumieniem, miłością aspekty. U jednych dusz jest ich więcej, u innych mniej. Jednak wciąż łączą nas one i sprowadzają do wspólnego wibracyjnego pola.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili“. Te znane słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza, gdy się w nie zagłębimy, odsłonią nam swoje głębsze znaczenie. Każdy nasz najmniejszy czyn wpływa na Całość Istnienia. Każda nasza najmniejsza, przesycona ignorancją, oceną myśl kala, rani Wspólnotę, oddziela nas od Jedności.  „Z małej chmury powstaje wielki deszcz“. „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę“.

„Dbaj o małe rzeczy a wkrótce się przekonasz że są one połączone z Całością“.

Dbaj o jakość swoich myśli i słowa, wysoką częstotliwość ich wibracji, aby coraz bardziej dostrajać się do Boskiego Pola Życia.

Gnoza mówi nam o tym, że nasze mentalne ciała, ich rozwój znajduje się w powijakach. Jesteśmy istotami nieoświeconymi. Nasze umysły zdominowane są przez pasożytnicze siły; jesteśmy myśleni, jesteśmy życi. Nie jesteśmy w pełni panami swoich umysłów. Buddyzm głosi, że jesteśmy „pomieszani“, zagubieni w mrokach tego świata, w gąszczu słów. Większość z nas nie potrafi nie myśleć. Produkujemy lub chłoniemy myśli bez przerwy i zanieczyszczamy wspólne pole życia. Istnieją niecielesne byty, zwane archontami, które wciąż podburzają nas na planie mentalnym do nieświętej, nieczystej, oddzielonej od Prawdy aktywności. Działają oni według zasady „dziel i rządź“. Kto oglądał film „Atlas Chmur“ ten rozpozna archonta pod postacią „Starego Georga“. To przez te istności człowiek jest ciągle człowiekowi wilkiem,a między ludźmi tak ciężko jest znaleźć prawdziwie braterską postawę.


Ciągle siebie wzajemnie oceniamy, krytykujemy, potępiamy, ganimy, jedni czują się lepsi od drugich. Jednego człowieka od drugiego odgradza jak mur pełna oceny myśl. Rzucamy w siebie myślami i słowami jak kamieniami. Październik jest miesiącem, który nam to boleśnie uświadamia, pomaga rozjaśnić mroki swojego wnętrza, rzuca światło na nasze mroczne przyzwyczajenia i programy. W tym miesiącu bardziej intensywnie niż w innych czujemy bądź doświadczamy oceny ze strony innych. Możemy zbadać swoją reakcję. Na ile dotknie nas cudze niezrozumienie, na ile wpuścimy w siebie tę negatywną energię i na ile zepsuje nam ona humor lub też wywoła inne następstwa.

Jeżeli sami nie oceniamy siebie, czyjaś ocena nas nie zaboli. Pozostaniemy neutralni i życzliwi.

Człowiek, który chce oświecić swój umysł musi zacząć od samoobserwacji. Gdy zaczynamy obserwować swoje myśli i działania, przestajemy się z nimi utożsamiać. Rzucamy światło zrozumienia na mechanizmy, które nami rządzą. Odbieramy im władzę nad sobą. Rozpoznajemy, że niektóre myśli są piękne, czyste, harmonijne, pełne światła i miłości. Inne są podłe, podejrzliwe, szydercze, poniżające, pełne walki, zaciekłe, chciwe, fałszywe.

Gdy obserwujemy siebie, dostrzegamy z jakich poziomów energetycznych, astralnych  pochodzą nasze myśli. Rozpoznajemy też nasze czułe punkty i świadomi jesteśmy, jak ciemne siły mogą na nich grać za pomocą podstępnych, nisko wibrujących podszeptów.

Wówczas mamy szansę dostrzec, że fakt, iż archonci podsyłają nam wredne, robaczywe myśli, nie oznacza, że musimy za nimi podążać i kierować się nimi w naszym postępowaniu.

Gdy w myślach naszych pojawia się walka, możemy być pewni, że odeszliśmy od Miłości, Jedności.

Człowiek na ogół porządkuje swój świat relacji międzyludzkich poprzez dzielenie ludzi na „swoich“ i „obcych“, na przyjaciół i wrogów. Taki podział jest do pewnego momentu potrzebny, ponieważ umożliwia nam przetrwanie w ludzkiej dżungli. 

Bardzo często jednak, człowiek idzie dalej niż to rozpoznanie, dając się wciągnąć w pełne nienawiści myśli. Nienawiść bierze się z poczucia bezsilności i z lęku. Wyobraźmy sobie polityków, którzy mają wpływ na nasze życie. Najczęściej nie są oni ludźmi, których rekomendowałby Platon na to stanowisko. Zaczynamy więc z lęku, że zrobią nam oni swoim egocentrycznym działaniem krzywdę „wieszać na nich wszystkie psy“, chłostać ich pełnymi pogardy słowami, wyzywać od najgorszych, wyszydzać, itd. I nie widzimy zupełnie faktu, jak bardzo przez takie działanie zanieczyszczamy zarówno swoje jak i wspólne pole życia. Podaję ten przykład, ponieważ często, w wypadku „wrogów“ tracimy czujność i popadamy w nienawiść, która wydaje nam się usprawiedliwiona. I teraz, dla jasności, nie nawołuję do stania się „owcą stadną“ lub człowiekiem naiwnym, który wszystko weźmie za dobrą monetę.
Zwracam tu uwagę na fakt, jak bardzo zanieczyszczamy nienawiścią i obelgami wspólne pole życia. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili“.

Innym przykładem jest popularne „hejtowanie“ celebrytów. Brukowce żywią się dramatami życiowymi, skandalami, wywlekaniem brudów ludzi sławnych, którzy stają się wręcz własnością publiczną. Sięgając po gazetę pełną plotek, informacji, które są często wyssane z palca,  maczamy swoje palce w czymś, co jest bardzo nieczyste. Słowa, kłamstwa, oszczerstwa, obelgi rzucane komuś w twarz są często jak klątwy, jak sieć ciemnej energii, którą oplatamy drugą osobę , powodując jej cierpienie. I niestety, „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę“.

Czym innym jest rozpoznanie Prawdy, Zrozumienie, jakie siły Jej sprzyjają a jakie wiodą nas na manowce a czym innym jest pełna emocji, „żółci“ i „jadu“ Ocena.
Ludzie uduchowieni mylą czasami Ocenę ze stwierdzeniem faktu. Nie chcąc oceniać, przesadzają w drugą stronę, patrząc na świat przez różowe okulary, idealizując krokodyla z przypowiastki  i dając mu się pożreć.
Inni z kolei, którzy rozpoznali wroga, dają się ponieść fali nienawiści i lęku. Ich lęki i rany jątrzone są jeszcze przez archontów, którym nienawiść, nawet do nich samych, bardzo smakuje. Żywią się oni bowiem energią niskich wibracji.

Ani jedna ani druga ścieżka nie jest właściwa. Potrzebna jest tu Droga Środka, droga Serca. Max Heindel w jednej ze swoich książek podaje przypowieść o Jezusie, który wraz z apostołami przechodził obok rozkładających się zwłok psa. Podczas gdy apostołowie odwracali głowę ze wstrętem, Chrystus powiedział: "perły nie są bielsze od jego zębów". Jezus nie reprezentuje tu ani postawy człowieka, który wypiera bolesną prawdę ani tego, który chłoszcze zastaną rzeczywistość biczem pogardy. Jest tym, który otacza ją Światłem swojej Miłości. Jego słowa mają transformującą moc i odbijają się piękną energią na planie astralnym.


Właściwa droga jest zawsze ścieżką, która prowadzi nas wgłąb siebie. W kierunku wewnętrznej Ciszy.
Ta Cisza polega na wejściu w przestrzeń wolną od myśli. Na początku jest to bardzo trudne, ponieważ umysł bez przerwy gada. Często, gdy chcemy wejść medytację, wypływają na powierzchnię naszej świadomości, sprawy bardzo bolesne, o których chcielibyśmy zapomnieć, nie myśleć o nich. To sprawia, że wyskakujemy z medytacji jak z procy i rzucamy się w wir jakichś czynności, aby tylko uciec od bólu, który w sobie nosimy.

Trzeba jednak przetrwać te momenty. Dotknąć tego bólu w sobie, wypłakać go, oświetlić, utulić, ukoić. Nie uciekać od niego, nie zamiatać pod dywan. Zepchnięty w podświadomość ból działa na nas z ukrycia i powoduje, że ciemność w nas zyskuje na sile. Za tym idzie fakt, że łatwiej jest nami manipulować.

Wchodźmy jak najczęściej w Ciszę. Siadajmy z prostym kręgosłupem i obserwujmy swój oddech. Trening czyni mistrza. Każda taka sesja łączy nas z własnym wnętrzem, z sercem, z Prawdziwą Rzeczywistością, do której portal tam się znajduje. To właśnie w Ciszy odnajdziemy lekarstwo na własne lęki i ból. To w Ciszy odnajdziemy Wewnętrzną Siłę, która pomoże nam wyzwolić się od nienawiści.

Człowiek odnajduje chwilową ulgę w wyrzucaniu z siebie bólu poprzez pełne emocji słowa, komunikowanie go innym. Te chwile sprawiają, że czujemy się zrozumiani, „zabliźnieni“ z bliźnimi, zjednoczeni. Jest jednak różnica między uczynieniem tego raz lub dwa w celach terapeutycznych a  nawykowym obgadywaniem lub pławieniem się w narzekaniu i opowiadaniu o swoim nieszczęściu.

Takie działanie sprawia, że poprzez portal gardła, „rodzimy“ pełen cierpienia świat. Słowo wypowiedziane ma o wiele większą moc sprawczą niż myśl. Słowa, które komunikujemy innym, są zasilane energią uwagi naszych słuchaczy. Słowa, które wyrzucamy z siebie łączą się w grupy z podobnie wibrującymi słowami, tworząc tzw. myślokształty. Myślokształty zaś przemieniają się w egregory- energetyczne byty, twory pozbawione duszy a jednak na wpół świadome. Takie egregory potrafią opętywać nas, stając się naszymi demonami. Dlatego tak bardzo potrzebna jest obserwacja, czujność, medytacja, wchodzenie w Ciszę, uważność.

W Ciszy odnajdujemy przestrzeń wolną od Oceny, przestrzeń Zrozumienia, spokoju, wytchnienia. W Ciszy również rozpoznajemy, że tak naprawdę nie jesteśmy nikim odrębnym od Boga. Staramy się więc w pełni z Nim zjednoczyć poprzez stanie się do Niego Podobnym. Podobnym w sensie wibracji. Na razie bowiem między Bogiem a człowiekiem panuje wibracyjna przepaść. Tak bardzo odeszliśmy od Boga najpierw w swojej świadomości i  sercu. To odejście manifestuje się jako nasza daleka od czystości aktywność.

Cisza jest zerem, do którego sprowadzamy sami siebie. Nie chodzi tu o to pejoratywnie nacechowane „jesteś zerem!“ a uzyskanie stanu, w którym opróżniam swój umysł z wszelkich przekonań na swój temat do czasu aż stanę się czystym naczyniem, które Bóg będzie mógł wypełnić Sobą. Takie jest znaczenie nazwiska Harrego Pottera, głównego bohatera, przesyconych gnostyczną magią książek Joan Rowling. „Potter" oznacza „garncarz“. Mamy uczynić z siebie naczynie Boga, ulepić siebie z Boskiej Gliny. Mówi się, że „nie święci garnki lepią“. Gnoza mówi, że Jej ścieżka nie jest dla doskonałych.  Bez Jej dotknięcia i transformacji bowiem "żaden tu nie jest dobry".

Człowiek, który wplątany jest w świat trzeciego wymiaru jest pełen wad, niedoskonałości. Swoją wolą dotarcia do Boga, do Jedności może stać się jednak kroplą, która drązy skałę tego świata tak długo, dopóki nie przebije sobie drogi na wylot, by na powrót połączyć się z pierwotnym Źródłem, z Oceanem Miłości, z Jednią, Pełnią, Pleromą. Wówczas staje się doskonały, staje się święty.

Tacy święci ludzie, którzy odbudowali swoje połączenie z Bogiem, zamieszkują niewidzialne dla nas pole astralne. To ostatnie, oprócz nieczystych tworów w postaci archontów, myślaków, egregorów, iluzorycznych tworów, posiada również przeczyste przestrzenie, zamieszkiwane przez Braterstwo Czystych Dusz. Znane jest ono niektórym z nas między innymi pod nazwą Shambala. Kojarzy się Ono z najczystszym Aspektem wibracji 10. Można tą dziesiątkę mnożyć, dodając kolejne zera ale esencją tu pozostaje zawsze Jedność, Jednia, Jednomyślność, Jedno Wspólne Bicie Serc, Jedno Boskie Słowo, Jeden Wspólny Cel, Jeden Boski Plan, Logos.

Od tego Braterstwa płynie ku nam bez przerwy bezinteresowna pomoc, bezwarunkowa miłość. W tym Braterstwie panuje duchowa hierarchia, tak nieznana nam w naszym zdegenerowanym świecie.

Prawdziwa Duchowa Hierarchia jest jak piramida, w której ci, którzy są najwyżej służą braciom, którzy jeszcze nie wspięli się tak wysoko. Jest to pełna radości i oddania praca, która zakłada również pewien stopień poświęcenia się. To poświęcenie oznacza wstrzymanie swojego pójścia wyżej w rozwoju, do czasu aż wszyscy podopieczni nie uzyskają pomocy potrzebnej do samodzielnego kroczenia ścieżką. Panuje tu bowiem świadomość Połączenia, Jedności.

Hierarchia, która panuje w naszym „ładzie“ ziemskim jest totalnym odwróceniem i degeneracją Porządku Boskiego. Tutaj miliardy niewolników pracują na niewielką grupkę, która jest na szczycie piramidy żywieniowej.

Wchodźmy więc w ciszę, wchodźmy w Serce. Ta Cisza zamieszkiwana jest przez Boskie Braterstwo. Kto doświadczył na własnej skórze świętej Pomocy płynącej z tej przestrzeni, ten wie, że to nie jest mrzonka ani czyjeś pobożne życzenie.

Gdy tęsknimy do Boga, do Jedności, przyciągamy Go do siebie mocą wypromieniowanej przez siebie magnetycznej energii.

Szukajmy aż znajdziemy. Stańmy się pielgrzymami, nakierowanymi na Świątynię Serca.
Gdy Serce połączy się z głową, wypełni nas Prawdziwe Rozumienie, odbudujemy nasze ciało mentalne. Staniemy się cisi. Staniemy się Jednostką, która powróciła do Jedności.
Tego uczą nas energie października. Gdy wszystko tu  przemija, liście opadają z drzew, w przyrodzie obserwujemy gnicie i rozkład, skierujmy swoje oczy ku Prawdziwemu Królestwu, które trwa w czystej doskonałości, wolnej od zepsucia.

<3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Korzenie i skrzydła

KORZENIE I SKRZYDŁA Nasz świat przypomina ogromny kocioł pełen zupy. Gotujemy się od tysięcy lat w jej mętnych wodach, przesiąknięci wą...